Anna Dymna przypadkowo spotyka Andrzeja Wasilewicza w USA i nie może go poznać. Jak wyglądał w trudnych czasach?
2025-02-12
Autor: Tomasz
Andrzej Wasilewicz, urodzony 10 marca 1951 roku w Białogardzie, już od najmłodszych lat marzył o aktorstwie. Swoje pierwsze kroki stawiał na szkolnych scenach, jednak prawdziwa sława przyszła do niego dzięki roli w kultowym filmie, gdzie wystąpił jako student.
Co się stało z Andrzejem Wasilewiczem?
W 1975 roku ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie, po czym przez pięć lat był związany z Teatrem Powszechnym. Jego największą popularność przyniosła mu rola Zenka Adamca w filmie "Nie ma mocnych", w którym zagrał u boku Anny Dymnej.
Pomimo rosnącej sławy, Andrzej odczuwał presję i z niejednym doświadczeniem, gdy ludzie zaczepiali go na ulicy, pytając: "Nie pamiętasz, byliśmy razem w wojsku", kiedy on nigdy w wojsku nie był.
Po sukcesie w produkcjach takich jak "Kochaj albo rzuć", "Trzecia granica", czy "Miś", Wasilewicz postanowił opuścić Polskę. Decyzję tę podjął z powodu trudności życiowych oraz braku perspektyw na samodzielne mieszkanie. Był zdeterminowany, by nie zapisywać się do partii, co mogłoby mu pomóc w uzyskaniu mieszkania.
Najpierw przeniósł się do Francji, a następnie do Niemiec, ostatecznie osiadając w Stanach Zjednoczonych.
W Ameryce zajął się studiami z zakresu reżyserii filmowej na Uniwersytecie Columbia, a jednocześnie pracował jako barman w nowojorskim barze. Jego życie nabrało wtedy nowych barw, a bar stał się miejscem wielu ciekawych spotkań.
Zgodnie z jego słowami, "Barman w Ameryce odgrywa rolę księdza, psychologa, przyjaciela". Coraz więcej ludzi doceniało jego umiejętności, a syn prezydenta Kennedy'ego często bywał w jego barze, dzieląc się z nim przemyśleniami na temat życia.
Kiedy Andrzej Wasilewicz usłyszał o wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce, to wydarzenie zmieniło jego życie. Podjął działania na rzecz Polonii, zaangażował się w pisanie patriotycznych piosenek i brał udział w protestach przeciwko reżimowi Jaruzelskiego.
W latach 90. na krótko wrócił do Polski, zagrał w filmie "Szczęśliwego Nowego Jorku" (1997) z takimi gwiazdami jak Bogusław Linda oraz Zbigniew Zamachowski. To była jego ostatnia rola w kraju, po której ponownie osiedlił się w Southampton w stanie Nowy Jork.
Andrzej zmagał się z chorobą Parkinsona, co znacząco wpłynęło na jego życie. W Nowym Jorku przypadkiem spotkał go Anna Dymna, która przyznała, że początkowo go nie rozpoznała. Zauważyła, że Andrzej stał się wychudzony, spowolniony i ledwo mówił, w porównaniu do silnego i pełnego energii mężczyzny, którego pamiętała.
Ostatecznie, Andrzej Wasilewicz zmarł 13 grudnia 2016 roku w szpitalu na Long Island, w wieku 65 lat. Jego historia to nie tylko opowieść o karierze artystycznej, ale także o zmaganiach, trudnościach i wielkiej determinacji, aby przetrwać w trudnych czasach.