Sport

Bez Wiesława Frysa Unia Tarnów zniknęłaby z mapy żużla! Dramatyczna sytuacja klubu

2025-07-11

Autor: Anna

Wiesław Frys, właściciel firmy Wes-Bud, stał się kluczową postacią dla tarnowskiego żużla. Jego wsparcie jest nieocenione – gdyby nie on, Unia Tarnów mogłaby nie istnieć. Kamil Góral, prezes klubu, przyznał, że "bez pańskiej pomocy nic by tu nie było".

Frys, miłośnik Unii, od lat wspiera klub finansowo, co jest szczególnie ważne w obliczu trudnej sytuacji, w jakiej się znajduje. Na ostatnim meczu Stali Rzeszów z Unią, Timo Lahti, będąc pytany o losy klubu, milczał, co mówi samo za siebie.

Matej Zagar, powołując się na problemy zdrowotne, odmówił startu w jednym z biegów, a Mateusz Szczepaniak na Facebooku dodał, że "bagaż problemów pozasportowych" komplikuje sytuację.

Frys skomentował to: "Nie jest źle, ale dobrze też nie jest - wszędzie brakuje pieniędzy. Włożyłem w klub ogromne sumy, a i tak muszę walczyć o każdy grosz." Mówiąc o Kowalskim, zaznaczył, że "jeździ, bo ma zapłacone" i potwierdził, że wspierał również Zagara.

Sytuacja klubu na ostrym zakręcie

Frys jest częścią tarnowskiego żużla od 1980 roku i przestrzega, że jego brak mógłby oznaczać koniec klubu. Plotki o zawieszeniu prezesa Kamila Górala okazały się bezpodstawne – Frys zapewnił, że Kamil wciąż pełni swoją funkcję.

Mimo trudności finansowych, Frys nie zamierza się poddawać. "Szukam partnerów dla klubu, robimy co w naszej mocy, bo czekamy na milionowy przelew z Województwa Małopolskiego. Mamy nadzieję, że pomoże to w uregulowaniu zaległości."

Klub bez wsparcia kibiców

Ostatni mecz w Tarnowie mógł odbyć się bez publiczności z powodu braku pieniędzy na ochronę. "Wiesiek idzie z pieniędzmi, kiedy jest nóż na gardle" – skwitował wiceprzewodniczący rady nadzorczej.

Zawodnicy czują zniecierpliwienie, co jest zrozumiałe w kontekście opóźnionych płatności. "Jest w tym trochę prawdy, ale to nie tylko w Tarnowie - wiele klubów w Polsce boryka się z tymi samymi problemami. To kosztowny sport, a my musimy walczyć o przetrwanie."

Frys podkreślił, że aby grać w pierwszej lidze, klub potrzebuje około siedmiu milionów. "To trudne zadanie w czasach, gdy wszystko drożeje, ale nie poddajemy się. Żużel to tradycja Tarnowa i zrobimy wszystko, by go uratować!"