Co się dzieje w armii? Miliony zgłoszeń i brutalne ultimatum!
2025-02-12
Autor: Katarzyna
- Dziś odebrałem telefon od dowódcy, który powiedział: jeżeli nie podpiszecie umowy, zostaniecie wysłani na szturm. Nie było żadnych wyjaśnień, po prostu kazano podpisać – relacjonuje jeden z żołnierzy na froncie w Siewierskim.
Natychmiastowa decyzja
"Wysłać na szturm" oznacza przeniesienie do oddzielnych kompanii szturmowych, w których szanse na przeżycie są dramatyczne, wynoszące zaledwie 10-15%. Mobilizowani nie mają czasu na zastanowienie – niektórzy słyszą, że dowódca czeka na decyzję do wieczora, inni mają jedynie dwie godziny na odpowiedź.
- Ci, którzy odmówią podpisania umowy, albo natychmiast idą na szturm, albo zostają usunięci z aktualnych pozycji. Nikt nie wie, dokąd trafiają – zdradza inny żołnierz.
Dla zmobilizowanych, którzy nie znajdują się na pierwszej linii frontu, także wymusza się podpisywanie kontraktów. Wojskowym w batalionie zaopatrzenia oferowane są umowy na trzy lata.
"Ci, którzy odmówili, już dziś zostali wysłani na szturm" – napisał w jednym z czatów żołnierz.
Problem dotyczy również żołnierzy w tzw. pułkach rekonwalescentów
Problem dotyczy również żołnierzy w tzw. pułkach rekonwalescentów, gdzie znajdują się operowani, długotrwale chorzy lub ci, którzy zostali kontuzjowani na froncie. Jak twierdzi jeden z żołnierzy walczących na kierunku charkowskim, zmobilizowani są zmuszani do podpisywania kontraktów, „żeby potem ogłosić demobilizację, a tych, którzy podpisali, pozostawić na specjalnych wojskowych operacjach”.
- Ludzi brakuje, a ci, którzy teraz walczą na froncie, już mają doświadczenie – mówi.
Pracownik jednej ze specjalnych jednostek ministerstwa obrony zauważa, że „na linii styku bojowego w ogóle nie powinno być ludzi bez kontraktu”.
Potencjalna demobilizacja
- Nikt nie wyjaśni, po co to potrzebne, ale jedyne logiczne wytłumaczenie to zamrożenie frontu i potencjalna demobilizacja – mówi rozmówca z gazety „Wiorstka”.
Tymczasem źródło z jednego z regionów centralnej Rosji, zajmujące się rekrutacją na wojnę, wspomina o sprytnych taktykach wojskowych komisarzy – to nie jest ogólna dyrektywa, ale ich osobiste działania.
- Musimy pokazywać statystyki naboru na kontrakty. Wiadomo, że w statystykach nie widać, czy rekrutowani są zmobilizowani, czy ludzie z ulicy – dodaje informator.
Rozmówca z jednej ze struktur państwowych potwierdził, że w przypadku żołnierzy kontraktowych należy wykazywać wzrost liczby rekrutów i zapełniać etaty, szczególnie te oficerskie. - Sytuacja z kadrą dowódczą jest dramatyczna. "Mobyki" to idealny rezerwuar – podsumował.
Poważne problemy w armii
Cała sytuacja pokazuje, jak poważne problemy trapią armię, a przemiany, które mają miejsce, są jedynie próbą ratunku w obliczu kryzysu.