Czy bogaty singiel dostanie większą dopłatę do elektryka niż rodzina 2+2? "Te przepisy to całkowity absurd!"
2025-01-31
Autor: Marek
W Polsce rusza nowy program wsparcia zakupu elektrycznych samochodów, który ma budżet sięgający nawet 1,6 miliarda złotych. Mimo to, branża motoryzacyjna nie przyjmuje tego z entuzjazmem, a ich przedstawiciele wyrażają wątpliwości co do rzeczywistego wdrożenia zapowiedzi. Dlaczego program, który z założenia miał wspierać polskie rodziny, nie spotyka się z optymizmem?
Sytuacja wygląda tak, że największe korzyści z programu mogą uzyskać osoby prowadzące jednoosobowe działalności gospodarcze, które automatycznie mogą liczyć na rządową dopłatę wynoszącą aż 30 tys. zł przy zakupie elektryka. Z kolei etatowcy mogą liczyć na to wsparcie tylko w przypadku posiadania przynajmniej trójki dzieci, które kwalifikują się do Karty Dużej Rodziny. Rodzina z dziećmi w układzie 2+2 dostałaby znacznie mniej.
Ekspert motoryzacyjny, Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM), podkreśla, że pomoc 30 tys. zł przy kosztach wynoszących od 140 do 160 tys. zł za elektryka to kropla w morzu. Ceny nawet najtańszych elektryków zaczynają się od 77 tys. zł, a większość modeli oscyluje wokół 100 tys. zł, co w kontekście rządowej pomocy staje się nieadekwatne.
Co ciekawe, nowością w programie są ulgi dla osób zarabiających poniżej 135 tys. zł rocznie, oraz dla tych, którzy zdecydują się na zezłomowanie starego samochodu. Jednak analitycy zwracają uwagę na absurdalność takich ulg. Niewielu będzie stać na zakup nowego elektryka za 150 tys. zł, aby uzyskać niewielką dopłatę. Rząd już teraz staje przed zagrożeniem, że te ulgi pozostaną martwe, bowiem osoby zarabiające około 7 tys. zł netto miesięcznie nie zainwestują w drogi pojazd tylko po to, aby dostać niewielką premię.
Oprócz tego, nowy program pomija duże przedsiębiorstwa, które odpowiadały za znaczną część zakupów elektryków w Polsce. Wiceminister klimatu stwierdził, że wsparcie kierowane jest głównie do osób fizycznych i jednoosobowych działalności. W praktyce jednak może to prowadzić do sytuacji, w której firmy będą namawiać swoich pracowników do korzystania z umów B2B i nabywania elektryków na siebie, aby skorzystać z dopłat.
Eksperci przewidują, że przy tak skonstruowanym programie nie ma szans na wykorzystanie pełnej puli środków. Rząd liczy na 40 tys. beneficjentów, jednak z ubiegłego roku wynika, że liczba zakupów elektryków była znacznie niższa. W sytuacji, w której czas trwania programu ograniczony jest do 2026 roku, osiągnięcie zaledwie 10 tys. beneficjentów będzie sukcesem.
Kto zyska na tym programie? Właściwie nikt, gdyż obecny kształt przepisów oraz pułap dotacji wykluczają wiele rodzin i właścicieli firm z możliwości skorzystania. To kolejne z działań, które mają na celu wcześniejsze unikanie wprowadzenia podatków ekologicznych przy zachowaniu mitycznego wsparcia dla elektromobilności, które w Polsce pozostaje w tyle za innymi krajami UE. Potrzebne są nowe rozwiązania oraz konkretne działania, by polski przemysł mógł na tym skorzystać.