Inwazja udaru: Jak nagła tragedia zmieniła nasze życie na zawsze
2024-09-14
Autor: Piotr
15 sierpnia 2020 roku miał być kolejnym dniem w naszym życiu. Z mężem Andrzejem planowaliśmy spokojne emeryckie życie, w którym będziemy cieszyć się wnukami, naszym domem i ogrodem. Niestety, tego dnia wszystko się zmieniło, gdy Andrzej nagle zaczął się niepokojąco zachowywać.
Wszystko zaczęło się od dziwnego dnia, w który Andrzej, zamiast iść z nami na cmentarz w imieniny jego matki, pojechał tam sam. Nie wiedziałam, dlaczego tak postąpił, może podświadomie czuł, że coś jest nie tak... Już wieczorem zaczęły się niepokojące sygnały. Miałam wrażenie, że coś jest z nim nie tak, ale myślałam, że może to wynik zmęczenia.
Rankiem, kiedy usłyszałam dźwięki dobiegające z toalety, przepełniła mnie panika. Znalazłam go leżącego obok sedesu, niezdolnego do wstania. Jego twarz wcale nie wyglądała na zrozpaczoną, ale od razu wiedziałam, że coś jest bardzo złego. Pytania dyspozytorki, które zadawała mi podczas rozmowy, były niczym w porównaniu do tego, co mogłam przeczuwac: "Czy mąż jest pijany? Czy pani się słyszy?!"
Natychmiast wezwałam karetkę, a moje serce zatrzymało się, gdy usłyszałam diagnozę lekarzy: "Udar, ogromny zakrzep w środkowej tętnicy mózgowej". Nikt nie wiedział, co wywołało ten przypadek. Dlaczego, mimo wcześniejszych badań Neurologicznych, wszystko poszło tak nagle w złym kierunku?
Dwa miesiące przeszły, kiedy Andrzej przeszedł rehabilitację. Stracił 25 kg w ciągu trzech tygodni, a jego zachowanie było niezrozumiałe. Był innym człowiekiem. W swojej świadomości wciąż miałam swojego Andrzeja, ale otworzyłam drzwi do szpitala i ujrzałam kogoś, kogo nie poznawałam. Dlaczego nie dałaś mi podkoszulka, tylko zostawiłaś mnie w tym foliowym worku? - pytał, a ja nie mogłam uwierzyć, że to mój mąż.
Andrzej przetrwał dzięki determinacji. Rozpoczęliśmy intensywną rehabilitację w Wrocławiu. Decydowałam się na każdą formę wsparcia, jaką mogliśmy uzyskać. Dopiero po kilku miesiącach wyników badań ujawnili, że nie znał większości emocji ani nie potrafił ich okazać. Co znaczyło, że nasz życie już nigdy nie wróci do normy.
Dziś wiem, że Andrzej może nigdy nie wrócić do pełni sprawności. Jego pamięć jest ulotna, a czasami jego zachowanie przypomina dziecko. Ale wciąż walczymy. Mamy kilkoro przyjaciół, którzy nas wspierają, fundacje, które pomagają w rehabilitacji. Nie jest łatwo prosić o pomoc, ale zrozumiałam, że w tym trudnym czasie nie jestem sama. W miarę upływu lat nasze życie stało się pasmem walki o zdrowie, spokój i nadzieję na lepsze jutro.
Dzięki rehabilitacji Andrzej nieustannie stara się poprawić swoją kondycję, jednak myśl o przeszłości i o tym, co mogłoby być, jest dla mnie sercowym bólem. Nie ma już nas jako pary, tak jak kiedyś. Angażuję się bezgranicznie, bo wiem, że każdy dzień to walka o jego lepsze życie, a ja wciąż pragnę, by wrócił do swojej normalności.