Kraj

Jak Stalin zgotował piekło Ślązakom. Dramatyczne relacje

2025-02-15

Autor: Marek

Deportacje z ziem polskich do Związku Sowieckiego w latach 1944-1945 dotknęły ponad 200 tys. ludzi, w tym wielu Ślązaków, którzy zostali brutalnie przesiedleni na wschód.

Zeznania wielu świadków tego tragicznego okresu wskazują na ogromne cierpienia i nieludzkie traktowanie deportowanych. Gerard M., jeden z zadłużonych, opisywał, jak „chorzy nie byli leczeni”, a ich ciała grzebano w sposób, który nie tylko ukrywał zmarłych, ale także dehumanizował ich jako ludzi. "W ciągu jednego dnia grzebano poza drutami obozu kilkanaście osób. Mogiły nie były oznaczane” – relacjonował.

W latach 1944-1945 deportowano głównie mieszkańców regionów poniemieckich, w tym Śląska, Pomorza, Warmii i Mazur, a także żołnierzy Armii Krajowej wraz z rodzinami. W 2021 roku Instytut Pamięci Narodowej opublikował szereg biogramów osób deportowanych, co pokazuje rozmiar tej tragedii. Niektórzy badacze oszacowują, że rzeczywista liczba deportowanych Ślązaków mogła wynosić nawet 90 tys.

W wyniku decyzji Stalina, zapadł rozkaz mobilizacji obywateli Rzeszy do pracy przymusowej, co spowodowało, że wielu mężczyzn w wieku 17-50 lat na Śląsku zostało aresztowanych. Akcja ta trwała od lutego do kwietnia 1945 roku i objęła nie tylko Górny Śląsk, ale także inne regiony.

Stosowano zbiorową odpowiedzialność - nie brano pod uwagę narodowości, ale wiek i kwalifikacje do pracy. Osoby, które stawiały opór, były deportowane w pierwszej kolejności. Aresztowania odbywały się w dramatycznych okolicznościach, często w środku nocy, kiedy to żołnierze NKWD wkraczali do domów, zabierając mężczyzn w nieznane.

Deportowani, tacy jak Alfred G., który pracował w bytomskiej kopalni węgla „Bobrek”, opowiadali o brutalnych warunkach, które panowały w nowych miejscach pracy, często w prymitywnych kopalniach, gdzie znajomość nowoczesnych technik wydobycia była nieznana. Traktowano ich jak niewolników, a każdy błąd kończył się fatalnymi konsekwencjami.

Obozy, do których trafili, były nieludzkie. Gerard M. wspominał, jak budowano je z gliny i trzciny, a wiązania społeczności, jakie tam powstały, były nieocenione, mimo że były oparte na wspólnym cierpieniu. Warunki życia były tragiczne – wielu deportowanych chorowało, a pomoc medyczna nie istniała, co przyczyniało się do wzrostu liczby zgonów.

Ostatecznie, z około 200 tys. deportowanych, tylko 20 proc. wróciło po wojnie, co miało dramatyczny wpływ na lokalną społeczność, gospodarkę i przemysł. W wyniku tych zbrodni na mieszkańcach Śląska, w Polsce pozostał ślad, który wciąż bolesny i mało znany, czeka na odkrycie i uznanie w historii. Jak tragedia Ślązaków jest wciąż ignorowana? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi.