Kraj

Koszmar na Saskiej Kępie! Pieski w niebezpieczeństwie – dramat właścicieli w sercu stolicy!

2025-10-21

Autor: Anna

Elżbieta nie może powstrzymać łez. Każdego dnia przed oczami ma przerażający widok i tęskni za swoim psem Leosiem. Twierdzi, że gdyby sąsiedzi okazali się bardziej odpowiedzialni, tragedia byłaby do uniknięcia.

Wszystko wydarzyło się we wtorek, 14 października, gdy Elżbieta, jak zwykle, zabrała Leosia na spacer po dobrze znanych ulicach.

"Szedłem z Leosiem ulicą Saską i Francuską, a potem skręciliśmy w stronę Walecznych. Nagle - szok i horror!" - relacjonuje Elżbieta.

Z otwartej furtki na posesji wybiegł ogromny amstaff i natychmiast rzucił się na malutkiego Leosia. Niestety, piesek nie miał żadnych szans. Ogromny amstaff złapał go w zęby i zaczął szarpać.

"Ta bestia wyskoczyła nagle. Bez smyczy, bez kagańca. W jednej chwili zobaczyłam otwartą paszczę i... to już było po moim Leosiu!" - z trwogą w głosie mówi Elżbieta.

Przerażona właścicielka walczyła o ratunek siłami gołymi rękami. Wołając o pomoc, jej dramatyczny krzyk rozeszł się po całej dzielnicy, lecz amstaff nie odpuszczał. W trakcie próby ratunku, Elżbieta doznała poważnych obrażeń rąk.

"Czuję się okropnie. Mój ukochany pies nie żyje, a ja mam poważne rany. Leoś był naszym najdroższym przyjacielem. To nie do zastąpienia strata!" - mówi roztrzęsiona kobieta.

Krwawy atak na oczach właścicielki

"On konał w moich rękach. Mia się wielką raną na brzuchu. Próbowałam go ratować, ale byłam bezradna. Widząc jego wnętrzności na zewnątrz, wiedziałam, że to koniec!" - wspomina Elżbieta.

Właściciel amstaffa pojawił się dopiero, gdy dramat trwał już w najlepsze. Dopiero przypadkowa przechodnia oblała psa wodą, co w końcu pozwoliło na jego odciągnięcie.

Na miejsce przybyli ratownicy, którzy zabrali Elżbietę do szpitala, a policja prowadzi obecnie działania wyjaśniające.

"Prowadzimy postępowanie wyjaśniające, aby ustalić szczegóły tej tragicznej sytuacji" - informuje Joanna Węgrzyniak z Policji Praga-Południe.

Elżbieta zdesperowana, apeluje do władz

Właściciel amstaffa, w rozmowie z dziennikarzami, odmówił komentarza na temat zdarzenia. Tymczasem Elżbieta nawołuje do działania:

"W naszej okolicy bawią się dzieci, jest przedszkole, a seniorzy spacerują. To może być niebezpieczne i może skończyć się tragicznie. Apeluję do policji i odpowiednich władz - muszą podjąć odpowiednie kroki! Psy powinny mieć kagańce i być wyprowadzane na smyczy!" - kończy z determinacją Elżbieta.

Niebezpieczne przypadki agresji psów w Polsce stają się coraz bardziej powszechne. Czas działać, zanim dojdzie do kolejnej tragedii!