Świat

Łukaszenko straszy. "Czy naprawdę marzą o powtórce z historii?"

2025-11-02

Autor: Agnieszka

Sankcje i balony: napięcia na granicy

27 października Litwa ogłosiła zamknięcie granicy z Białorusią do końca listopada. Powód? Rzekome białoruskie balony naruszające jej przestrzeń powietrzną. Ministerstwo spraw zagranicznych Litwy określiło to jako atak hybrydowy, co zapoczątkowało nową falę napięć w regionie.

W odpowiedzi Aleksandr Łukaszenko oskarżył Litwinów o emitowanie balonów meteorologicznych z Białorusi, sugerując, że to oni są winni całej sytuacji. Jego dziwne teorie wspierają insynuacje mówiące o handlu papierosami, które rzekomo były transportowane balonami do Litwy i dalej do Zachodniej Europy.

Pokusa szpiegostwa, porozumienia i zwroty akcji

W miarę narastania konfliktu, Łukaszenko zasugerował, że był gotowy zwolnić Andrzeja Poczobuta, polskiego dziennikarza i działacza, gdyby Polska zgodziła się na otwarcie granicy Bobrowniki-Bierestowica. Po pewnym czasie jednak, w geście solidarności z Litwą, władze polskie wycofały się z tej inicjatywy.

Kiedy KGB informowało Łukaszenkę o wycofaniu się Polaków, w odpowiedzi stwierdził: "Przekaźcie im pozdrowienia. Skoro się wycofali, to my też." Łukaszenko wyraźnie sygnalizuje, że nie zamierza ustąpić.

Odnowione zagrożenia: sojusze i konsekwencje

Na tle szalejącego konfliktu, Łukaszenko przypomniał światu o swoim sojuszu z Rosją. "Nie damy się zmanipulować!" - zapowiedział, grożąc nową eskalacją sytuacji. Twierdzi, że Zachód chce powtórki z historii i że nie uda się im zastraszyć ani Rosjan, ani Białorusinów.

Wątpliwe oskarżenia w ruchach dyplomatycznych

Łukaszenko, po dłuższej nieobecności w sferze publicznej, powraca z żądaniami i oskarżeniami wobec Zachodu. W jego retoryce nie umknęło wspomnienie o Donaldzie Trumpie, który otworzył nowe kanały negocjacyjne, co czyni z Łukaszenki gracza w międzynarodowej polityce.

W międzyczasie oskarżenia o spisek i szpiegostwo giądkowcze uwikłane były w kontrowersje wokół Romana Protasiewicza, byłego redaktora kanału Nexta. Jego potwierdzenie rzekomych słów Łukaszenki jedynie dolało oliwy do ognia, sprawiając, że wewnętrzne podziały w białoruskiej opozycji stały się jeszcze bardziej widoczne.

Wnioski: szantaż polityczny w grze o przetrwanie

Dla Łukaszenki kluczowe są twarde karty przetargowe, jakimi są uwięzieni opozycjoniści. Jego prosta logika mówi, że jeśli chce zdjąć sankcje, musi najpierw uwolnić więźniów politycznych. Tylko w ten sposób może odzyskać swoją pozycję, nawet przy wsparciu Putina czy Trumpa.