"Macie krew na rękach!" Tragiczną relację partnerki pana Marcina, który zginął od ataku psów
2025-10-22
Autor: Marek
Tragiczne wydarzenie w Zielonej Górze
Polska wstrząśnięta tragedią pana Marcina, 46-letniego kierowcy ciężarówki, który zginął w ataku trzech psów pod Zieloną Górą. Wysportowany mężczyzna, choć silny, nie mógł się obronić przed brutalnym atakiem zwierząt, które strzegły pobliskiej strzelnicy.
Atak w lesie
Niedziela, 12 października. Pan Marcin postanowił zrobić sobie przerwę podczas pracy i udał się do lasu na grzyby. Tam niespodziewanie został zaatakowany przez trzy duże psy. Choć zdołał wezwać pomoc, niestety, zanim przybyła na miejsce, został poważnie pogryziony. Miał ponad 50 ran na ciele i trafił w ciężkim stanie do szpitala, gdzie zmarł.
Śledztwo i zatrzymanie sprawcy
Prokuratura w Zielonej Górze wszczęła śledztwo w tej sprawie. Zatrzymano 53-letniego opiekuna psów, byłego policjanta, który teraz może stanąć przed sądem. Grozi mu nawet dożywocie za nieumyślne spowodowanie śmierci.
Partnerka wspomina dramatyczne chwile
W emocjonalnym wywiadzie partnerka pana Marcina, pani Joanna, opowiedziała o dramatycznych chwilach w szpitalu. Wyraziła żal i złość, podkreślając, że to nie była pierwsza sytuacja związana z tymi psami, a nikt wcześniej nie wyciągnął konsekwencji.
Wyrzuty sumienia i obawy o sprawiedliwość
Pani Joanna mówi, że czuje się, jakby świat jej się zawalił. Decydując się na publiczne wyrażenie swojego bólu, dodała: "Macie krew na rękach!". Jej słowa wstrząsnęły wieloma, a ona sama obawia się o sprawiedliwość w tej sprawie.
Znamy niepokojące szczegóły
Partnerka zdradziła również, że psy były wielokrotnie odławiane przez wolontariuszy, ale ich właściciel nigdy nie ponosił za to konsekwencji. Pani Joanna opisała, jak psy biegały swobodnie, a ludzie skarżyli się na ich agresywne zachowanie.
Dla kogo sprawiedliwość?
Przypadek pana Marcina stawia w obliczu pytania, jak należy chronić obywateli przed zagrożeniem ze strony nieodpowiedzialnych właścicieli zwierząt. Pani Joanna martwi się, że sprawa może zostać zbagatelizowana, a odpowiedzialny za tragedię mężczyzna uniknie kary.