Milioner przyleciał helikopterem na zakupy ryb za 150 zł! Góralom opadły szczęki!
2025-02-10
Autor: Anna
Bartłomiej Machaj, właściciel gospodarstwa rybnego w Jurgowie pod Tatrami, był w szoku, gdy odebrał telefon od pilota śmigłowca. - Zapytał, czy może wylądować na mojej działce. To było niesamowite! - mówi z zachwytem.
Okazało się, że pilot wraz z pasażerami przyleciał, aby zakupić świeżo złowione pstrągi, które zdobyły uznanie ze względu na swój wyjątkowy smak. Mieszkańcy Jurgowa śmieją się, że to prawdziwa ekstrawagancja - przylecieć po ryby za 150 zł śmigłowcem wartym ponad 3 miliony złotych.
Kilka dni temu zdjęcie śmigłowca Bell 427, który wylądował przy "Restauracji Giewont" na granicy Zakopanego i Kościeliska, obiegło media. Restauracja, która zdobyła gwiazdkę Michelin, przyciąga kulinarnych koneserów z całego kraju.
- Jak widać, warto nawet wsiąść do śmigłowca, aby spróbować wyjątkowej kuchni - komentuje "Tygodnik Podhalański". W sieci nie brakuje komentarzy ludzi, którzy są oburzeni tym, że bogaci Polacy decydują się na tak skrajne formy transportu tylko po to, by zjeść obiad.
- To jest niesamowita ekstrawagancja, ale wydaje mi się, że ostatnio ktoś to przebił - mówi Helena, mieszkanka Jurgowa. - Kilka dni temu wylądował duży helikopter blisko mojego domu, a pilot wyszedł z reklamówką ryb! To był prawdziwy szok, że przyleciał tylko po ryby, które są warte zaledwie 100-150 zł. Palenie paliwa do helikoptera to naprawdę poważny wydatek! Spekulacje mówią, że wydali na to kilka tysięcy.
Śmigłowiec, który wylądował, to Eurocopter EC135, który jeszcze niedawno był wystawiony na sprzedaż za około 830 tysięcy euro, co w przeliczeniu wynosi ponad 3 miliony złotych.
- Nie ukrywam, że byłem trochę zszokowany, gdy kilka minut przed lądowaniem pilot zadzwonił i zapytał, czy może "usiąść" na mojej działce - dodaje Bartłomiej Machaj. - Zgodziłem się, a oni przybyli z pozytywnym nastawieniem. Przyjechali do mnie już latem samochodem, ale teraz przyciągnęli mnie do niecodziennych zakupów śmigłowcem. Miłe z ich strony, z chęcią będą mnie odwiedzać częściej - kończy ze śmiechem hodowca. Jednak w powietrzu pozostało pytanie - kto jeszcze pójdzie w ich ślady?