Sport

Myślałem, że uratuję brata

2024-10-19

Autor: Ewa

W latach 90. i na początku XXI wieku Franciszek Smuda był ikoną polskiego futbolu. Jako trener Widzewa Łódź zdobył z nimi tytuł mistrza Polski oraz prowadził zespół do Ligi Mistrzów. Po sukcesach w Łodzi, zdobył jeszcze jeden tytuł mistrza Polski z Wisłą Kraków i przez kilka lat był selekcjonerem reprezentacji narodowej (2009-2012).

Niestety, 18 sierpnia 2024 roku przegrał walkę z białaczką. Jego brat, Jan Smuda, wspomina go z ogromnym żalem.

- Brakuje mi go. Po przeszczepie szpiku kostnego obaj wierzyliśmy, że uda mu się wyzdrowieć. Gdy szedł do szpitala, mówił: "Zrobimy imprezę urodzinową po moim powrocie. Przecież niedługo wyjdę". Walczył do końca - powiedział Jan Smuda w rozmowie z dziennikarzem.

Jan, młodszy o 16 lat, przyznał, że mieli bardzo bliską relację. Często spotykali się, a spontaniczne wizyty Franka były dla niego ogromną radością. Wspomniał, jak obaj rozumieli się bez słów.

Opowiedział również o wspomnień z dzieciństwa, w tym o zabawach na polach i pierwszych krokach w piłce nożnej, które jego brat robił z entuzjazmem. - Gdy byłem w szkole, Franek grał już profesjonalnie - wspomina Jan. W 1975 roku brat wyjechał do USA, gdzie kontynuował swoją karierę piłkarską, a także pracował na wysokościach w przemyśle naftowym.

Pomimo różnic w odległości i czasie, utrzymywali bliski kontakt, pisząc do siebie listy. Jan relacjonował bratu życie w Polsce, a Franek przesyłał pocztówki z różnych zakątków Stanów Zjednoczonych.

Jan przyznał, że jego brat był dla niego idolem. Wspierał Franciszka w jego karierze, a ogromną radością dla niego było oglądanie meczów drużyn, które trenował. - Kiedy był selekcjonerem reprezentacji Polski, przeżywałem wszystkie mecze jak nikt inny – wspominał z emocjami.

Kiedy Franciszek zdobył nominację na selekcjonera, Jan był niezwykle dumny. Jego sukcesy w polskiej piłce były dowodem na to, że był świetnym trenerem. Mimo że nie zawsze wyniki były idealne, Franciszek zyskał szacunek w środowisku piłkarskim.

- Mieliśmy swoje ulubione mecze, ale nigdy szczególnie nie wspominaliśmy o jednym konkretnym – opowiada Jan. - Oczywiście były emocje, szczególnie podczas awansu do Ligi Mistrzów.

Jan przyznał, że po śmierci brata było mu bardzo ciężko oglądać mecze. Wspomnienia o Franciszku niosły ze sobą wiele emocji.

Mówił także o kontroli mediów nad chorobą brata. Gdy dziennikarze śledzili każdy krok, Jan pragnął, aby rodzina mogła przeżyć ten trudny czas w spokoju.

Franciszek był osobą dbającą o swoje zdrowie przez całe życie, więc diagnoza białaczki była dla wszystkich zaskoczeniem. Jan z nadzieją myślał, że uda im się pokonać chorobę, jednak ostatecznie stan Franka pogorszył się, co doprowadziło do tragicznego końca. Chociaż ból był ogromny, Jan podkreślił, że był dumny z tego, jak jego brat walczył do ostatka.

Pomimo straty, Jan docenił każdy moment spędzony z Frankiem, a ich wspólne wspomnienia będą trwały na zawsze. Gdyby mogli się spotkać jeszcze raz, wiedziałby, że nie muszą wiele mówić. Wystarczyła by bliskość i wspólne chwile.