Niemiła niespodzianka w hicie Ekstraklasy! Papszun bezradny, Lech może świętować!
2025-02-01
Autor: Andrzej
Rozpoczęcie wiosennej rundy Ekstraklasy przyniosło zaskakujące emocje, zwłaszcza dla drużyny Rakowa Częstochowa, która zmierzyła się z Cracovią. Pod wodzą Marka Papszuna, Raków miał ogromne oczekiwania, zajmując drugie miejsce w tabeli, tuż za liderem, Lechem Poznań, zaledwie dwoma punktami straty.
Pierwsza połowa meczu w Krakowie rozczarowała kibiców. Pomimo wysokiej stawki, brakowało zarówno goli, jak i wyraźnych okazji do zdobycia bramki. Drużyny grały z obawą, starając się nie popełnić błędów. Cracovia miała jednak doskonałą szansę na objęcie prowadzenia w doliczonym czasie pierwszej odsłony, ale rykoszet uratował Raków przed utratą gola.
Kibice na stadionie z pewnością spodziewali się więcej emocji. Cracovia, znana z ofensywnego stylu gry, nie zdołała wykazać się w pierwszej części meczu, pomimo swoich wcześniejszych osiągnięć. W przeciągu ostatnich miesięcy, „Pasy” prowadzone przez trenera Michała Probierza były jednym z najskuteczniejszych zespołów w lidze.
Po przerwie, niestety, sytuacja się nie poprawiła. W 68. minucie Holender Mick van Buren miał szansę na przełamanie impasu, ale jego strzał minął bramkę. Kiedy Norweg Brunes miał idealną szansę po rzucie rożnym, nie potrafił wykorzystać podania, pozostawiając wynik na utrzymującym się 0:0.
W 74. minucie znów się nie udało, gdy Kochergin w polu karnym nie zdołał oddać strzału, co dodatkowo podniosło ciśnienie na trybunach. Kontrowersyjna sytuacja miała miejsce niedługo przed końcem meczu, kiedy to Benjamin Kallman padł w polu karnym, ale sędzia nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego, mimo iż powtórki telewizyjne sugerowały kontakt.
Na domiar złego, obydwa zespoły nie zdołały znaleźć drogi do bramki i mecz zakończył się bezbramkowym remisem. To z pewnością ucieszyło Lecha Poznań, który powiększył swoją przewagę nad Rakowem Częstochowa do czterech punktów, pokonując Widzew Łódź w sobotnim starciu. Zespół z Poznania dokonuje historycznych osiągnięć i zbliża się do rekordu Ekstraklasy.
Statystyki meczu tylko potwierdzają, że Kracovia miała przewagę w posiadaniu piłki (60% do 40%) i oddaliła więcej strzałów (15), jednak żadna z drużyn nie potrafiła przekuć tej przewagi na gole. W nadchodzących dniach oczy kibiców zwrócą się ku dalszym spotkaniom, w których każda zdobyta bramka może okazać się kluczowa w walce o tytuł.