Patrioci dla Europy: Viktor Orban rzuca wyzwanie UE i dąży do dominacji na europejskiej prawicy
2024-07-04
Autor: Marek
Nowy projekt Victor Orbana, o którym mówił politolog dr Dominik Hejj, kontynuuje pomysł z 2021 roku. Po wycofaniu się Fideszu z Europejskiej Partii Ludowej (EPL), Orban zapowiedział utworzenie nowej frakcji. Teraz premier Węgier dąży do stworzenia największej prawicowej grupy politycznej w Europie. - Orban szuka środowiska, w którym będzie ceniony i szanowany - komentuje Wojciech Przybylski, redaktor naczelny "Visegrad Insight".
Powołanie do życia grupy o nazwie Patrioci dla Europy ogłosił Orban na konferencji prasowej 30 czerwca w Wiedniu. Fakt ten był ukłonem w stronę Wolnościowej Partii Austrii (FPO) Herberta Kickla, jednego z koalicjantów Orbana. Trzecim członkiem-założycielem jest czeska ANO 2011, kierowana przez byłego premiera Andreja Babisza.
Sojusz oparty na kalkulacjach
- To wszystko jest oparte na indywidualnych kalkulacjach, a nie wartościach - ocenia Wojciech Przybylski. FPO, ANO 2011 i Fidesz, choć wywodzą się z różnych politycznych rodzin, łączy przekonanie, że liczy się nacjonalizm.
Orban, Kickl i Babis, mimo różnic, podpisali założycielski manifest Patriotów dla Europy. Pierwsze spotkanie nowej rodziny politycznej zaplanowano na 8 lipca. - Europejczycy chcą pokoju, porządku i rozwoju, tymczasem ze strony Brukseli otrzymują wojnę, migrację i stagnację - krytykował UE Victor Orban.
Patrioci dla Europy mają na razie skromne zasoby - 23 mandaty w europarlamencie. Fidesz ma dziesięć, ANO 2011 siedem, a FPO sześć. Aby utworzyć pełnoprawną frakcję w Parlamencie Europejskim, muszą spełnić drugi warunek - reprezentację co najmniej siedmiu państw członkowskich.
Polityczne łowy Orbana
Orban pracuje nad poszerzeniem liczby krajów w frakcji. Portugalska nacjonalistyczna Chega z dwoma eurodeputowanymi potwierdziła zainteresowanie, a włoska Liga Matteo Salviniego, która ma ośmiu przedstawicieli, jest blisko dołączenia. Również przewodniczący TiD Marco Zanni, wypowiadał się pozytywnie o projekcie.
Dalsze ambicje Orbana obejmują współpracę z Marine Le Pen i jej Zjednoczeniem Narodowym. Włączenie Le Pen, której partia ma 30 eurodeputowanych, mogłoby znacząco wzmocnić nową frakcję. Orban prowadzi też rozmowy z holenderską Partią Wolności Geerta Wildersa oraz belgijskim Interesem Flamandzkim.
Z kolei PiS, z dwudziestoma mandatami w PE, mógłby znacząco wzmocnić nową frakcję. Jednak partia Jarosława Kaczyńskiego zdecydowała się pozostać w ramach Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR).
Orban nie zamierza się zrażać
Niepowodzenia nie zrażają Orbana, który nadal dąży do stworzenia największej prawicowej frakcji w PE. - Dla premiera Węgier założenie własnej frakcji jest sposobem na wzmocnienie pozycji Fideszu w kraju i pokonanie izolacji Węgier na arenie międzynarodowej - tłumaczy dr Dominik Hejj.
W grze Orbana stawką jest też lepsza pozycja negocjacyjna wobec nowej Komisji Europejskiej oraz możliwość skuteczniejszej walki z unijnym mainstreamem. Orban chce zgromadzić silną mniejszość blokującą w Radzie Europejskiej, aby zyskać argumenty w rozmowach z KE.
Jednak sukces nie jest gwarantowany - członków nowej koalicji łączy głównie sprzeciw wobec unijnego mainstreamu, konfliktów wewnętrznych może być nieuniknione.
Europejska wielka gra Orbana jest ryzykowna, ale Węgierski premier jest zdeterminowany, by zrealizować swoje ambicje i wzmocnić pozycję swojego kraju na arenie europejskiej.