Kraj

Paweł Kapusta: Dlaczego Koalicja Obywatelska na własne życzenie wpędza się w chaos?

2025-06-21

Autor: Marek

Frustracja nie jest uzasadnieniem dla sabotażu. Przekonywanie, że system wyborczy został zmanipulowany, to nic innego jak polityczny zamach na państwo dla własnego ego. To obraza dla tysięcy osób, które uczciwie pracowały przy wyborach i pełne lekceważenie dla wyborców.

Po prezydenckich wyborach, które zakończyły się niespodziewanym wynikiem dla rządzących, zamiast poddać analizie przyczyny porażki, zaproponowano społeczeństwu nową narrację: "wybory zostały sfałszowane". Początkowo pojawiały się nieśmiałe sugestie o nieprawidłowościach, ale z każdym dniem oskarżenia nabierały na sile.

Dziś premier Donald Tusk, pokazując wyraźną frustrację, pyta: "Czy drodzy panowie Duda, Nawrocki i Kaczyński nie są ciekawi rzeczywistych wyników głosowania?" Takie sformułowania prowadzą do dalszej polaryzacji.

Na czoło tej narracji wysunęli się nie tylko politycy Koalicji Obywatelskiej, ale również dziennikarze, którzy zamiast obiektywizmu postanowili kierować się lojalnością wobec "plemienia".

Jednakże twarde fakty mówią same za siebie: do Sądu Najwyższego wpłynęło ponad 50 tysięcy protestów wyborczych, lecz tylko niewielka część z nich miała solidne podstawy. Reszta to często powielane wzory, tworzone pod wpływem emocji, co jedynie pogłębia kryzys zaufania do demokratycznych instytucji.

Owszem, w kilkunastu komisjach stwierdzono nieprawidłowości i powinny one być zbadane, ale generalizowanie, że wybory były fałszywe, jest intelektualną zniewagą względem obywateli. To atak na zaufanie do procesu demokratycznego.

Zamiast rozliczać kampanię i zadać sobie pytanie, dlaczego rządzący przegrali z kandydatem, który zaledwie pół roku wcześniej wszedł do polityki, działacze KO wolą odgrywać dramat o "skrzywdzonych wyborach".

To wszystko nie jest niczym innym jak próbą zakrycia politycznej katastrofy. Trudno nie zauważyć, że wyborcy uznali obecny rząd za nieudolny i oderwany od rzeczywistości. Klęska nie spadła z nieba; to rachunek za ignorowanie problemów obywateli.

Nie można pozwolić, by frustracja zamieniła się w zwątpienie w demokratyczne zasady. Zmiana standardów, zamiast budować zaufanie, prowadzi do osłabienia podstaw demokracji.

Dla fanatyków każdy krytyczny głos to atak, ale równie mocno jak przed rządami PiS, musimy przypominać Koalicji Obywatelskiej: na tej drodze nie możemy podążać. Próbując delegitymizować przegraną, jedynie podążamy ścieżką rodem z Węgier, przybierając fałszywe barwy europejskie.

Po 15 października zapowiadano nową jakość polityczną, a widzimy jedynie degradację polityki do absurdu.