Po odejściu od świadków Jehowy. "Zaczęły się telefony, przychodzili do naszej pracy"
2024-09-13
Autor: Michał
Kiedy Edwin ogłosił Sarze, że przestał wierzyć w nauki Świadków Jehowy, zaczęła mieć poważne wątpliwości co do swojego małżeństwa. "Zawiodłam się na nim, obiecywał, że będziemy razem do końca w tym systemie, a później w raju" – relacjonuje. Edwin przyznał, że jego życie straciło sens: „Byłem przerażony tym, że moje małżeństwo może się rozpaść. Próbowałem przekonać Sarę do moich nowych poglądów, pokazywałem jej różne materiały, ale początkowo nie była zainteresowana".
Z czasem jednak udało im się wspólnie odkryć, że żyli w grupie, która narzucała im destrukcyjne przekonania: "Odstawiłam to, co mówiła organizacja, i od razu zrozumiałam, że żyłam w kłamstwie. Czułam się bezsensownie, smutno i depresyjnie, co trwało przez lata" – dodaje Sara. Edwin dodaje, że wśród Świadków Jehowy nie mówi się otwarcie o problemach emocjonalnych. "Jesteś nauczeni, że masz być szczęśliwy i nie myśleć o trudnościach, bo masz wiele błogosławieństw. Gdy czujesz się źle, to dlatego, że za mało głosisz".
Postanowili odejść z organizacji razem, wiedząc, że ich decyzja pociągnie za sobą konsekwencje. "Zniknęliśmy z radaru, przestaliśmy się pojawiać na zebraniach" – relacjonuje Edwin. "Już po kilku dniach zaczęły się telefony od znajomych z organizacji, którzy pytali, co się z nami dzieje, a my tylko się ukrywaliśmy".
Sara wspomina, że w obawie przed reperkusjami musiała nocą robić zakupy dla swoich dzieci: "Kiedy chciałam kupić choinkę, musiałam to robić kryjówki, żeby nikt mnie nie dostrzegł".
W miarę upływu czasu domyślili się, że ich bliscy mogą zerwać z nimi wszelkie kontakty. "Nie obchodzi ich powód odejścia. Niezależnie od tego, co się stało – nieważne, czy został skrzywdzony, czy po prostu przejrzał na oczy – stajesz się zdrajcą" – mówi Edwin.
Po roku ukrywania się Sara postanowiła publicznie opisać swoje doświadczenia w liście otwartym do Świadków Jehowy. Edwin był namawiany przez znajomych, by pozostał w organizacji, ale to go nie przekonało. "Moje życie po odejściu zaczynało się na nowo. Odzyskałem czas, który mogłem poświęcać rodzinie, na które na wcześniej nie miałem wystarczająco dużo uwagi. Schudłem, poprawiłem swoją jakość życia" – dodaje.
Sara stwierdziła, że po odejściu zaczęła być wolna. "Nie żyję już w strachu, nie myślę o Armagedonie, który był mi ciągle wpajany. Zaczęliśmy planować nasze życie z myślą o przyszłości, a nie tylko o bliskim przyjściu Królestwa". Po ich odejściu Sara i Edwin założyli kanał na YouTube, na którym edukują o destrukcyjnych sektach.
Tulia, podobnie jak wiele innych osób, poczuła, że po ostatecznym odejściu odzyskała kontrolę nad swoim życiem. Po długim czasie działalności w organizacji, zdecydowała się na kupno mieszkania, co wcześniej było dla niej niemożliwe. "Kupując mieszkanie, czujesz się przywiązana, a jednak chciałam być dostępna dla Jehowy" – mówi.
Podobnie jak wielu innych, Tulia miała emocjonalne burze związane z odejściem. "Kiedy zaczęłam odkrywać i akceptować siebie, stopniowo budowałam nową tożsamość. Musiałam nauczyć się, jak żyć bez ścisłych zasad organizacji". Mimo życiowych trudności, Tulia postanowiła walczyć o swoją przyszłość. "To, co przeżyłam, nie było łatwe, ale teraz czuję się lepiej. Mam nowe przyjaźnie, które są prawdziwe i oparte na szacunku.".
Basia, córka kobiety, która przed laty przyjęła chrzest, również postanowiła odejść. "Czułam się zmuszona do robienia rzeczy, które miały mi zapewnić szczęście, a po tym etapie życia zdałam sobie sprawę, że jestem nieszczęśliwa. W końcu zebrałam się na odwagę i odeszłam". Po odejściu, mimo obaw, z każdą chwilą odzyskiwała radość życia. "Nareszcie nikt nie mówi mi, co mam robić!".
Ekspertka wskazuje, że dla wielu osób wyjście z organizacji wiąże się z dużym stresem i wymaga wsparcia profesjonalistów. "W Polsce działają organizacje wspierające osoby, które opuściły sekty, oferując terapie, które pomagają w odbudowie życia". Dla osób, które chcą się wyrwać z destrukcyjnych schematów, są drogi do wolności i nowego życia. To bez wątpienia jestem dowód, że warto podjąć to ryzyko – dodaje.