Polacy podbijają turecki bazar! Zaskoczeni podróbkami i kulturowym szokiem
2024-08-14
Autor: Andrzej
Polska turystka postanowiła odwiedzić bazar w Manavgat i przyznała, że to miejsce jest wręcz szalone. "Być w Turcji i nie zobaczyć bazaru to tak, jak być w Rzymie i nie zobaczyć papieża" — powiedziała, podkreślając wyjątkowość tego doświadczenia.
Wspólnie z przyjaciółmi wybrała się na zakupy, korzystając z dolmuszy, które są lokalnymi busikami, oferującymi znacznie niższe ceny niż taksówki. "Jazda dolmuszem w upale 40 stopni brzmi jak koszmar, ale ta przygoda była naprawdę świetna" — zapewnia turystka. Cena przejazdu z Çolakli do Manavgat wynosiła zaledwie dwa euro, czyli około 8,5 zł.
Gdy dotarli na bazar, nie było potrzeby korzystania z mapy — wystarczyło podążać za tłumem. Kobiety sprzedające na bazarze można policzyć na palcach jednej ręki; dominują mężczyźni, którzy wszelkimi sposobami starają się zachęcić klientów do zakupów, głośno krzycząc i oferując różnorodne produkty. "Lui witon! Djor!" — krzyczeli sprzedawcy, co wywołało u turystki mieszankę zaskoczenia i śmiechu.
Ciekawostką jest, że dużą popularnością wśród Polaków cieszy się bazar w Manavgat, więc niektórzy Turcy nauczyli się polskich zwrotów i potrafią z nimi rozmawiać. To sprawia, że łatwiej jest im się dogadać i negocjować ceny.
W trakcie zakupów, turystka zauważyła, że wiele towarów było w kiepskim stanie. "Widziałam zniszczone torebki i podniszczone adidasy. Trzeba być bardzo ostrożnym, co się wybiera - ostrzega.
Oto ceny: duża torba 'prosto od Louis Vuitton' kosztowała około 100 zł, ale była to oczywiście podróbka. Da się także znaleźć tanie akcesoria, jak kosmetyczki za 4 zł, które niestety często mają zepsute zamki. Bazar obfituje również w podróbki luksusowych zegarków — ceny wahają się od 150 do 300 zł za "Rolexa". A jeśli chodzi o odzież, to za męską koszulkę od znanego projektu trzeba zapłacić około 40 zł.
Warto zauważyć, że w Turcji sztuka targowania się jest nie tylko mile widziana, ale wręcz oczekiwana. Zdarza się jednak, że sprzedawcy stawiają jasno, że ceny podane w euro są ostateczne. Targowanie się nie dotyczy również aptek i supermarketów. Jak potoczyły się negocjacje naszej bohaterki? "Starałam się być twarda i rzeczywiście ceny były obniżane" — relacjonuje.
Jednak rezygnacja z zakupu bywa trudna. "Sprzedawcy reagowali z frustracją, gdy mówiłam 'nie'", dodaje z uśmiechem.
Na bazarze znalazła również koszulkę FC Barcelony, którą chciałby jej syn. Po długich negocjacjach udało jej się kupić ją za 10 euro — co stanowi odpowiednik około 43 zł. Obawiała się jednak o jakość zakupu i niestety, po pierwszym praniu koszulka się podarła.
Interesujący jest też fakt, że w Turcji najbardziej pożądaną walutą jest euro. Choć wiele transakcji przeprowadza się w lirach, ceny dla turystów są najczęściej podawane w euro, a przeliczanie waluty bywa kłopotliwe. Warto być czujnym przy płatnościach, zwłaszcza że sprzedawcy mogą próbować swoich sztuczek.
Podróżniczka podsumowuje: "Choć wydane pieniądze okazały się stracone, to na pewno zdobyłam cenne doświadczenia i przygody na tureckim bazarze. To niezapomniane wspomnienia!".