Kraj

Prof. Dudek: Działania Tuska są całkowicie nie do obrony z punktu widzenia konstytucji

2024-09-13

Autor: Agnieszka

Damian Cygan: Premier Donald Tusk wprowadził do debaty pojęcie "demokracja walcząca". Jaka to wizja Polski?

Antoni Dudek: To jest wizja rozwoju systemu, który zaczął się kształtować w 2015 roku i który nazywam "sejmokraturą". To system, w którym lider większości sejmowej uznaje po wyborach, że może robić wszystko. U prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego było to realizowane z retoryką o odbudowie państwa polskiego i suwerenności. Natomiast u premiera Donalda Tuska mamy do czynienia z odbudową demokracji liberalnej. Demokracja walcząca to dla Tuska klisza propagandowa, która będzie uzasadniała kolejne działania, które są kompletnie nie do obrony z punktu widzenia konstytucji, przynajmniej w mojej interpretacji. Tusk rozumie ją inaczej i zapowiedział, że będzie stosował prawo tak, jak on je interpretuje, korzystając z posiadanej przewagi w Sejmie.

Z obozu władzy często słychać głosy, że wszystko zmieni się po wyborach prezydenckich. Czy nie jest za wcześnie na takie założenia?

Oczywiście, to dzielenie skóry na niedźwiedziu. Trudno, żeby wypowiadali się inaczej, bo to oznaczałoby brak wiary w zwycięstwo. Wybory prezydenckie są bowiem najbardziej nieprzewidywalne, ale demografia może sprzyjać opozycji, a nie PiS, więc mogą wygrać. Jednak to nie rozwiąże wszystkich problemów.

Co pan o tym myśli?

Rzeczywiście, z "swoim" prezydentem rząd mógłby mieć większe pole manewru, ponieważ obecnie wiele projektów jest blokowanych przez prezydenta Andrzeja Dudę. Problem polega jednak na tym, że nie rozwiązuje to kwestii Trybunału Konstytucyjnego. Obecna większość bagatelizuje ten organ, ale nie może powołać nowego składu, dopóki sędziowie nie zakończą swoich kadencji. A co, jeśli w 2027 roku PiS ponownie uzyska większość? Wówczas wszystkie obecnie wprowadzane zmiany mogą zostać uznane za nielegalne, a sędziowie, których teraz władze próbują usunąć, mogą zostać odwróceni w swojej decyzji, uznani za ofiary i otrzymać odszkodowania z budżetu państwa. To poważny problem. Tusk zdaje się zakładać, że jego formacja będzie rządzić na zawsze, co jest mocno wątpliwe.

Czy PiS popełnia błąd zwlekając z ogłoszeniem swojego kandydata na prezydenta?

Czasu jest jeszcze sporo. Błąd nastąpi, jeśli kandydat będzie mało znany i zostanie ogłoszony w przyszłym roku. Wiemy, że Andrzej Duda wystartował w 2014 roku w listopadzie, więc to odpowiedni moment. PiS zapowiada ogłoszenie swojego kandydata w okolicach 11 listopada, co daje czas na promocję do maja. Jednak atmosfera w PiS staje się coraz gorsza, dlatego nie powinni dłużej zwlekać, bo bo może to negatywnie wpłynąć na kondycję partii. Już teraz widać, że obie strony czekają na rozwój wydarzeń.

W jakim sensie?

Platforma Obywatelska planuje ogłosić swojego kandydata w grudniu, zakładając, że PiS zrobi to w listopadzie. Jeśli będą zbyt długo czekać, mogą przesadzić, zwłaszcza PiS. O Tobiaszu Bocheńskim słyszało kilka osób w Warszawie i Łodzi, ale już niekoniecznie poza tymi miastami. Karol Nawrocki może być znany w Gdańsku, ale generalnie są to osoby mniej rozpoznawalne niż potencjalni kandydaci PO, tacy jak Rafał Trzaskowski, Donald Tusk czy Radosław Sikorski. W tej sytuacji prezes Kaczyński nie może zwlekać z ogłoszeniem kandydata do stycznia-lutego przyszłego roku.