Radomiak w tej edycji Ekstraklasy to prawdziwa zmora faworytów! Sprawdź, jak to udowodnili!
2025-05-10
Autor: Agnieszka
Pogoń Szczecin znów w tarapatach!
Fani Pogoni Szczecin znowu zadają pytania: „Bez Pucharu Polski, ale czy z medalem za ligę?” Zespół z Pomorza Zachodniego przegrał drugi finał Pucharu Polski z rzędu i teraz szuka nadziei w tabeli Ekstraklasy. Osiągnięcie trzeciego miejsca i awans do europejskich pucharów wydaje się być ich celem. Muszą odrobić trzy punkty do Jagiellonii Białystok, do której tracili przed tą kolejką. Dodatkowo, mają szansę w postaci jednego meczu rozegranego mniej, ponieważ Pogoń oraz Legia miały przełożone spotkania z powodu gry w finale pucharu.
Radomiak, zmora faworytów
Radomiak w obecnych rozgrywkach walczył głównie o utrzymanie, które już zabezpieczył, ale stał się istnym koszmarem dla drużyn na czołowych pozycjach. W tym roku zdołali pokonać Legię Warszawa 3:1 oraz zremisować 2:2 z Lechem, co tylko potwierdza ich talent do psucia krwi faworytom. Pogoń nie miała więc łatwego zadania.
Niezwykły początek meczu
Już w 2. minucie Radomiak zaskoczył Portowców. Marco Burch, szwajcarski stoper, zdobył gola głową, co całkowicie odmieniło sytuację na boisku. Pogoń musiała gonić wynik, ale w pierwszej połowie pomimo starań, były wręcz bezradne w ofensywie. Najbliżej wyrównania był Joao Gamboa, jednak znakomita interwencja Macieja Kikolskiego uratowała drużynę z Radomia przed utratą bramki.
Bramkarz bohaterem z Radomia
Kikolski, który już wcześniej błyszczał w meczu tych drużyn w Szczecinie, ponownie pokazał swoje umiejętności w 28. minucie, broniąc strzał Fredrika Ulvestada. Radomiak, po szybkim golu, starał się kontrolować grę i nie podejmował zbyt agresywnych ataków. Pomimo tego, ich jedyna bramka do przerwy okazała się kluczowa.
Zmarnowane szanse Pogoni
Po przerwie Pogoń miała szansę na wyrównanie, gdy Roberto Alves stanął przed bramką, ale bramkarz gospodarzy po raz kolejny spisał się znakomicie. Pogoń próbowała, ale długo biła głową w mur. W 75. minucie Kamil Grosicki uwolnił się od obrońców i strzelił. Niestety, gol został anulowany przez VAR przez rzekome zagranie ręką Greka.
Radomiak dominuje w końcówce
Pod koniec meczu Pogoń bombardowała pole karne Radomiaka, ale defensywa gospodarzy spisała się bez zarzutu. Chociaż Koulouris miał świetną okazję, to ostatecznie to Pedro Perotti w doliczonym czasie gry wykorzystał dośrodkowanie i podwyższył wynik na 2:0! Radomiak po raz kolejny pokazał, że w końcówkach potrafi zadawać ciosy.
Sytuacja Pogoni się komplikuje
Ta porażka, choć jeszcze nie przekreśla szans Pogoni na podium, komplikuje sytuację zespołu. Teraz mają trzy punkty mniej od Jagiellonii, podczas gdy mogą zagrać dwa mecze w krótkim czasie. 10 maja Jagiellonia zagra z Rakowem, a Pogoń w środę 14 maja podejmie Motor Lublin. Emocje w Ekstraklasie sięgają zenitu!