Rosyjskie ataki w Kijowie: Polska fabryka zniszczona w godzinę!
2025-08-02
Autor: Katarzyna
Wstrząsająca wiadomość prosto z Kijowa: 21 lipca rosyjskie rakiety i drony zniszczyły fabrykę Piotra Płoskiego w zaledwie dwie godziny! To, co miało być prężnym przedsiębiorstwem, teraz wygląda jak z filmu katastroficznego. - To jest katastrofa - oznajmił zdruzgotany właściciel, który od 2012 roku inwestował w Ukrainie.
Podczas wizyty dziennikarza Polsat News, Andrzeja Wyrwińskiego, w ruinach zakładu, Płoski nie mógł powstrzymać łez. - Tu było wszystko. Dwa tygodnie temu produkowaliśmy rolety okienne, teraz pożar zniszczył nasze maszyny. W miejscu, które kiedyś było pełne żywych kolorów, teraz dominują odcienie szarości - opisał dramatyczną sytuację.
Około 5:30 rano, po nocnym nalocie, Płoski przybył na miejsce tylko po to, aby znaleźć je w płomieniach. Słyszano eksplozję, która była efektem ostatniego ataku dronów. - Mieliśmy 40 kolorów, a teraz zostały tylko szare pozostałości - dodał.
Nie tylko fabryka ucierpiała. Lokalny hotel pracowniczy również został trafiony, a kilka osób poniosło obrażenia. W konfrontacji z dziennikarzem Piotr wyjaśnił, czemu pozostał w Ukrainie pomimo wojny. - To mój dom. Nie chciałem być uchodźcą we własnym kraju - stanowczo odpowiedział.
Podzielił się również trudnościami codziennego życia podczas konfliktu. - W Kijowie nie ma bezpiecznego miejsca. Mieszkam tylko pięć kilometrów od fabryki i dwa razy w tygodniu nad nami latają drony - relacjonował, porównując swoje reakcje do reakcji psa Pawłowa na dźwięki nadlatujących Szahedów.
- Tego nie da się znieść. Jak można żyć w ciągłym zagrożeniu? Po nocach kładziemy się z nadzieją, że nic nas nie trafi - konkludował.