Kraj

Słyszeli płacz Kubusia i nie zareagowali. Chłopiec cudem przeżył znęcanie

2025-02-26

Autor: Anna

W sobotę, 22 lutego, policjanci z Krosna otrzymali alarmującą wiadomość ze szpitala w Brzozowie, gdzie lekarz pediatra odkrył ślady znęcania się nad dzieckiem. 10-miesięczny chłopczyk został natychmiast przewieziony do innej placówki w Rzeszowie, a obydwoje jego rodziców zostali zatrzymani. Na wniosek prokuratury, w poniedziałek sąd zastosował wobec nich trzymiesięczny areszt.

- Prokuratura Rejonowa wszczęła śledztwo w sprawie znęcania się nad 10-miesięcznym dzieckiem - oświadczyła Monika Kaszubowicz, zastępca Prokuratora Okręgowego w Krośnie.

W trakcie dochodzenia prokuratura postawiła Ewie i Marcinowi L. podwójne zarzuty - spowodowania uszczerbku na zdrowiu oraz długofalowego znęcania się. Jak przekazała prokurator, rodzina miała już wcześniejsze wyroki za maltretowanie dzieci, co dodaje powagi ich sytuacji.

Przerażające obrażenia 10-miesięcznego Kubusia wzbudziły niepokój. Miał on liczne obrażenia głowy oraz rąk, w tym krwiaki przymózgowe oraz złamania kości promieniowych obu rąk. Lekarz stwierdził, że obrażenia te nie były przypadkowe, lecz zostały zadane w wyniku celowego działania. Niektóre rany mogły być nawet sprzed kilku miesięcy, co potwierdza, że chłopiec był ofiarą długotrwałego maltretowania. Dodatkowo był niedożywiony, co zwiększało ryzyko tragicznych konsekwencji jego stanu zdrowia.

Starsze dziecko tej pary zostało przekazane do rodziny zastępczej, podczas gdy Kubuś nadal przebywa w szpitalu pod opieką lekarzy. Jego zdrowie jest w ciężkim, ale stabilnym stanie.

Ewa i Marcin L. mieszkali w Krośnie na osiedlu przy ul. Piastowskiej, gdzie miało dochodzić do szokujących zdarzeń. Sąsiedzi przyznają, że wielokrotnie słyszeli płacz dzieci, ale nie reagowali.

- Słyszałam płacz dzieci, ale przecież każde dziecko płacze czasem. Może miały kolki. Nie zdawałam sobie sprawy, że wcześniej znęcali się nad ich starszym synem - relacjonuje jedna z sąsiadek, Weronika. - Nie było słychać odgłosów bicia czy awantur.

- Gdy dowiedziałam się o ich aresztowaniu, byłam w szoku. Widziałam ich z tym dzieckiem, ale nigdy nie zauważyłam niczego niepokojącego. Zawsze był tak ubrany, że tylko buzia wystawała - dodaje inna sąsiadka, Kamila.

Jak się okazało, sąsiedzi nie byli jedynymi osobami, które mogły zareagować na sytuację. Kuratorzy, którzy sprawowali nadzór nad tą rodziną, również są obecnie przesłuchiwani przez policję. Ich rola i ewentualne zaniechania mogą okazać się kluczowe w dalszym dochodzeniu.

To zdarzenie pokazuje, jak brak reakcji ze strony otoczenia oraz niewystarczający nadzór instytucji mogą prowadzić do tragicznych konsekwencji dla niewinnych dzieci. Wciąż czekamy na więcej informacji dotyczących dalszego śledztwa oraz stanu zdrowia chłopca.