Syndyk Palikota odkrywa szokujące fakty: Jak Manufaktura Piwa Wódki i Wina weszła w spirale długów
2025-02-03
Autor: Michał
Wstrząsające długi, chaos w zarządzaniu i niezliczone niedopatrzenia - to obraz, który wyłania się z wywiadu z syndykiem Lesławem Kolczyńskim, odpowiedzialnym za likwidację Manufaktury Piwa Wódki i Wina, niegdyś prężnie działającego przedsiębiorstwa Janusza Palikota. Jakie szanse mają wierzyciele na odzyskanie swoich pieniędzy? Bez znaczącego cudu, może być to niezwykle trudne.
Syndyk Kolczyński podkreśla, że wciąż napływają nowe informacje o stanie przedsiębiorstwa, które nie napawają optymizmem. - W tej chwili mamy około 1400 wierzycieli, a łączna kwota zgłoszonych wierzytelności wynosi około 200 milionów złotych - mówi. Wartość majątku Manufaktury została oszacowana na około 50 milionów złotych, co jest dramatycznie niską kwotą, biorąc pod uwagę ogromne długi.
Manufaktura, która miała być symbolem sukcesu, obecnie pozostaje w ruinie. Ostatnie warzenie piwa miało miejsce w czerwcu ubiegłego roku, a zachowane piwo jest już niezdatne do użytku z powodu niewłaściwego przechowywania. Wciąż jednak znajdują się w zakładzie rozmaite urządzenia, które mogłyby zostać wykorzystane ponownie, o ile znajdą się fundusze na ich naprawę.
Zdaniem syndyka, nieprawidłowe zarządzanie i chaotyczny system finansowania przyczyniły się do upadku. - Obserwujemy, że w przypadku braku funduszy w jednej spółce zakładano kolejną, aby pozyskać nowe środki - tłumaczy Kolczyński. Takie działania prowadziły do spirali zadłużenia, a obecni wierzyciele czują się oszukani.
Wierzyciele, w tym przedsiębiorcy i mali dostawcy, są zrozpaczeni. - Bez wątpienia to jedna z najbardziej skomplikowanych sytuacji, w jakich miałem okazję pracować. Wiele osób straciło ogromne pieniądze, a szanse na ich odzyskanie maleją z dnia na dzień - dodaje Kolczyński. Na podstawie dostępnych dokumentów syndyk już złożył wniosek do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych o wypłatę zaległych wynagrodzeń dla pracowników.
Syndyk ujawnia także, że przed powołaniem na stanowisko musiał pilnie zorganizować ochronę zakładu, który był pozostawiony bez nadzoru, co stwarzało ryzyko kradzieży cennych aktywów.
Pracownicy Manufaktury skarżą się na brak wynagrodzeń i chaotyczne przekazywanie ich do innych spółek związanych z Palikotem. - Sytuacja pracowników jest dramatyczna; wiele osób zostało oszukanych, i nawet jeśli mieli zabezpieczenia, zyski z ich pracy są niepewne - relacjonuje syndyk.
Niejasności dotyczące dalsza losów Manufaktury oraz pozostałych spółek Jana Palikota, takich jak Tenczynek Dystrybucja, rodzą kolejne pytania. Czy nowi inwestorzy będą zainteresowani nabywaniem wygasłych marek? W tej chwili pozostaje to w sferze spekulacji, a syndyk apeluje do wszystkich wierzycieli o cierpliwość i zrozumienie.
Jedno jest pewne – głośny upadek Manufaktury Piwa Wódki i Wina to nie tylko dramat dla finansów Janusza Palikota ale także narodowa katastrofa, która dotknie wielu ludzi. Jak pogodzić się z tym faktem, kiedy na horyzoncie brak jakiejkolwiek nadziei na odbudowę?