Szokująca kontrola Kamaza z 210-konnym silnikiem – 5 ton za dużo i brak ADR-ów!
2025-02-20
Autor: Michał
Na polskich drogach widok ciagnika siodłowego Kamaz z 210-konnym silnikiem to już rzadkość. Jednak niedawno na Ukrainie miała miejsce niecodzienna sytuacja, którą zgłosiła tamtejsza inspekcja transportowa Ukrtransbezpeka, przyciągająca uwagę branży przewozowej.
W ubiegłym tygodniu, podczas patrolu w Czerkasach, inspektorzy natknęli się na ciagnik siodłowy Kamaz, który przewoził ładunek w bigbagach. Już z daleka można było dostrzec oznaczenia towaru niebezpiecznego. Tak więc postanowiono sprawdzić, czy transport został przeprowadzony zgodnie z międzynarodowymi standardami, w szczególności konwencją ADR, regulującą przewóz materiałów niebezpiecznych.
Okazało się, że ładunkiem była saletra amonowa, klasyfikowana jako substancja utleniająca (ADR 5.1), co stwarza ryzyko przy kontakcie z ogniem. Ku zaskoczeniu inspektorów, kierowca nie posiadał wymaganych kwalifikacji do przewozu towarów niebezpiecznych, a także nie był wyposażony w odpowiednie urządzenia zabezpieczające. Dodatkowo, ciągnik nie był zarejestrowany w ukraińskim rejestrze licencjonowanych przewoźników, co skutkowało nałożeniem na niego kary w wysokości 17 tysięcy hrywien, co odpowiada około 1600 zł.
To jednak nie koniec! Po sprawdzeniu formalności, postanowiono także zważyć ciężarówkę. Okazało się, że jej ładowność przekracza dozwoloną wagę. Kamaz, pomimo swojego potężnego wyglądu, był dopuszczony do przewozu maksymalnie 24-tonowych zestawów. W trakcie ważenia ujawniono, że pojazd ważył aż 29 ton, co stanowiło o 5 ton więcej niż dozwolone. W związku z tym inspektorzy nałożyli kolejną karę w wysokości 17 tysięcy hrywien, co tym razem podkreśla jeszcze większe poważanie zasad transportu drogowego.
Jak więc możliwe, że taki Kamaz jest w stanie przewozić tak dużą masę? Pojazd, który został zaprojektowany w zupełnie innej epoce (model 5410 produkowany w latach 1976-1997), był wyposażony w 10,8-litrowy silnik diesla bez turbodoładowania, który generował moc 210 KM i zaledwie 639 Nm momentu obrotowego. Takie osiągi znacząco utrudniały utrzymanie sensownej dynamiki, co mogło prowadzić do niebezpiecznych sytuacji na drodze. Co więcej, producent określił maksymalną dopuszczalną masę zespołu na 25,9 tony, a dokumenty mogły jeszcze zaniżać tę wartość do 24 ton. W obliczu takich nieprawidłowości, wrażenie robione przez pozornie mocny i sprawny pojazd znika jak bańka mydlana.
Właśnie dlatego transport drogowy musi być ściśle kontrolowany, by zapobiegać takim nadużyciom. Czy to oznacza, że w przyszłości będziemy świadkami bardziej rygorystycznych kontroli na naszych drogach?