Finanse

Tysiące osób do zwolnienia w PKP Cargo. Związkowiec ostrzega: nie nadążam ładować telefonu

2024-07-05

Autor: Magdalena

Pracownicy PKP Cargo, największego polskiego przewoźnika towarowego, w ostatnich miesiącach otrzymują kolejne niepokojące wieści. W maju nowy zarząd postanowił, że do 30 proc. załogi przez rok nie będzie świadczyć pracy, co mogło oznaczać przymusowy urlop. Decyzja miała być sprawdzianem, czy taki ruch pozwoli uniknąć zwolnień grupowych. W środę (3 lipca) okazało się, że miało to inny cel także — chciano ocenić, czy firma może funkcjonować operacyjnie przy zmniejszonej liczbie pracowników.

- Wdrążone w czerwcu nieświadczenie pracy miało na celu sprawdzenie, czy mimo odcięcia od pracy określonej grupy pracowników jesteśmy w stanie funkcjonować operacyjnie. Ciągłość operacyjna została zachowana pomimo jednostkowych problemów, nawet gdy co piąty pracownik nie świadczy pracy - powiedział dr Marcin Wojewódka, p.o. prezesa PKP Cargo.

Związki zawodowe spotkały się z zarządem, aby rozmawiać o zawieszeniu części postanowień układu zbiorowego pracy, który gwarantuje m.in. odprawy emerytalne i nagrody jubileuszowe, z zamiarem uniknięcia zwolnień. Zostali jednak poinformowani o uchwale zatwierdzającej zwolnienia do 30 proc. kadry, co może oznaczać około 4 tys. wypowiedzeń.

- Trudno mówić tutaj o dobrej wierze zarządu - komentuje Grzegorz Samek, przewodniczący Federacji Związków Zawodowych Maszynistów Kolejowych.

Tymczasowy zarząd, powołany w kwietniu, składa się głównie z ekspertów od restrukturyzacji i jest odpowiedzią na fatalną sytuację finansową spółki. W pierwszym kwartale 2024 r. PKP Cargo zanotowało 118 mln zł straty. Przyczyną trudnej sytuacji jest m.in. decyzja rządu PiS o oddelegowaniu spółki do przewozu importowanego węgla, co wiązało się z zerwaniem umów z innymi klientami.

- Zarząd wydał polecenie, żeby składy wysłać pod Gdańsk i pod Szczecin, czekając na kolumbijski węgiel. Zapłacono nam za te przewozy, ale wygląda, że było to 'pyrrusowe zwycięstwo' - mówi Wojewódka. Sprawa trafiła do prokuratury z powodu wątpliwości co do podstawy prawnej tej decyzji.

Pracownicy PKP Cargo, choć zarząd zapewnia wykonanie zleceń mimo 20 proc. kadry na nieświadczeniu pracy, mają odmienne spojrzenie.

- Tymczasowy prezes mówi o nadwyżce zatrudnienia. Zgadzamy się, ale głównie w administracji, nie w przypadku operacyjnych pracowników - ocenia Grzegorz Samek. Dodaje, że kryzys na Morzu Czerwonym spowodował wzrost pracy w Małaszewiczach, unijnej bramie Nowego Jedwabnego Szlaku.

Od stycznia do maja 2024 r. liczba kontenerów przewiezionych z Chin do Małaszewicz wzrosła o 113 proc., a w drugą stronę o 396 proc. Maj był drugim miesiącem z rzędu wzrostu przewozów rok do roku.

Kolejne spotkanie związków z zarządem zaplanowano na 10 lipca. Rozmowy będą dotyczyć zakresu zawieszenia układu zbiorowego pracy i skali zwolnień. PKP Cargo pod koniec czerwca złożyło wniosek o otwarcie postępowania sanacyjnego, chcąc dogadać się z wierzycielami.

- Musimy odchudzić spółkę, ponieważ nie potrzebujemy tak dużego zatrudnienia do zakontraktowanej pracy przewozowej - twierdzi Marcin Wojewódka.

Związkowcy domagają się poznania planu naprawczego i wskazują na dramat rodzinny pracowników. Ludzie z kredytami znajdują się w trudnej sytuacji, co przewodniczący Federacji Związków Zawodowych Maszynistów Kolejowych podsumowuje: - Mówimy o ludzkich dramatach, a spółka tworzy sytuację, która je pogłębia.