Wydał fortunę na samochód, z którego rzekomo "nie da się ukraść". Pojazd zniknął w mgnieniu oka!
2025-02-06
Autor: Anna
Jak informuje brytyjski portal "Daily Mail", 45-letni John z Leamington Spa koło Birmingham, w piątek 13 grudnia, zakupił limitowaną wersję Range Rovera 2024 SV Edition One. W tym luksusowym pojeździe znajdują się m.in. fotele z funkcją masażu, system pulsujący w rytm muzyki oraz grafitowe felgi warte aż 10 tysięcy funtów, co przekłada się na ponad 50 tysięcy złotych. W Wielkiej Brytanii jeździ tylko 550 takich samochodów, co czyni je niezwykle pożądanym łupem.
John był przekonany o bezpieczeństwie swojego nowego nabytku po rozmowach ze sprzedawcą, który zapewniał go, że jego pojazd jest praktycznie niemożliwy do kradzieży. Rozmawiali nawet o zainstalowaniu tzw. ghost immobilisera, urządzenia wymagającego wprowadzenia specjalnego kodu przed uruchomieniem silnika. Niestety, dealer z salonu w Coventry nie przywiązywał wagi do obaw Johna, twierdząc, że kradzież jego auta jest niemożliwa ze względu na nowoczesne zabezpieczenia.
Sytuacja zmieniła się drastycznie. W nocy z 17 grudnia, jego ukochany Range Rover został skradziony. Monitoring zarejestrował dwóch mężczyzn w kominiarkach, którzy podjęli działania przy aucie tuż przed godziną 1.00 w nocy. W zaledwie 15 minut przejęli kontrolę nad pojazdem i odjechali, pozostawiając Johna w szoku.
Gdy zauważył kradzież, John szybko skontaktował się z firmą zajmującą się lokalizacją aut przy użyciu GPS. Niestety, złodzieje zdołali wyłączyć lokalizator, co utrudniło odzyskanie pojazdu.
Co więcej, istnieje wiele spekulacji dotyczących sposobu, w jaki przestępcy uzyskali dostęp do samochodu. Jedną z powszechnie stosowanych metod kradzieży jest tzw. „kradzież na walizkę”, polegająca na przechwytywaniu sygnału z kluczyka, co pozwala oszukać system pojazdu. John zaznaczył, że nie było ich w pobliżu jego domu, co sugeruje użycie bardziej zaawansowanej technologii. Może to być sygnał, że przestępcy dysponują nowoczesnym wyposażeniem, które można znaleźć w coraz bardziej rozbudowanych sieciach przestępczych.
W miarę upływu dni i braku postępów w sprawie, John postanowił napisać list do prezesa firmy JLR (Jaguar Land Rover), odpowiedzialnej za zamontowane zabezpieczenia. Odpowiedź, którą otrzymał, okazała się mocno rozczarowująca – informowano go, że kradzież pojazdów to ryzyko, z którym borykają się wszyscy właściciele aut, a JLR nie bierze odpowiedzialności za tego typu incydenty. Wobec braku wsparcia ze strony producenta, John obiecał, że podejmie wszelkie możliwe kroki prawne, aby uzyskać sprawiedliwość.
Ta sytuacja staje się alarmującym przykładem na to, jak nowoczesne technologie zabezpieczeń, mimo że mają za zadanie chronić nasze pojazdy, mogą być łamane z łatwością przez coraz bardziej zorganizowane grupy przestępcze. O tym, jak nie dać się oszukać i jakie zabezpieczenia warto stosować, będziemy informować naszych czytelników na bieżąco!