Rozrywka

Zanim odeszła, Jadwiga Barańska zwróciła się do męża. Jerzy Antczak spełni jej ostatnią prośbę

2025-08-09

Autor: Katarzyna

Jadwiga Barańska – ikona polskiego kina

Jadwiga Barańska i jej mąż, reżyser Jerzy Antczak, to para, która nie miała łatwego życia. Ich dramatyczna decyzja o wyjeździe z Polski pół wieku temu była wynikiem niechęci ówczesnych władz do sukcesu ich filmu "Noce i dnie", który podbił serca widzów na całym świecie.

"Podcinano nam skrzydła, uniemożliwiano realizację następnych projektów" - wspominał Antczak w swojej autobiografii.

Nowy rozdział w Ameryce

Przeprowadzka do Stanów Zjednoczonych okazała się wielkim krokiem w życiu Barańskiej. Choć szybko zaakceptowała nową rzeczywistość, nigdy nie zrezygnowała z polskich korzeni.

"Minęłam czterdziestkę i poczułam, że mam dług do spłacenia wobec bliskich. Zrozumiałam, że rodzina jest najważniejsza, nie kariera" - powiedziała w jednym z wywiadów.

Tęsknota za ojczyzną

Mimo życia w Stanach, Barańska często wracała do Polski. Regularnie powtarzała, że tutaj czuje się naprawdę u siebie.

"Życie w Ameryce to jak życie na innej planecie. Dopóki żyją moi przyjaciele, będę wracała" - dodała w programie TVP Kultura.

Rodzina ponad wszystko

Jako odtwórczyni Barbary Niechcic w nagradzanym filmie, Barańska miała w swoim życiu zarówno wielkie sukcesy, jak i bolesne wspomnienia. Dzieciństwo spędzone w trudnych warunkach, praca w fabryce, brak rodziców - te doświadczenia ukształtowały jej relacje rodzinne.

Ostatnie dni życia i niedokończone marzenia

Jadwiga Barańska nigdy nie ukrywała, że rodzina jest dla niej najważniejsza. Decyzję o rezygnacji z kariery aktorskiej podjęła, aby być bliżej nich.

Podczas ostatnich wizyt w Polsce, aktorka wyznała, że marzy o tym, by spędzić tu swoje ostatnie dni. Jerzy Antczak potwierdził te słowa, mówiąc o ich tęsknocie za ojczyzną.

Ostatnia wola spełniona w Warszawie

Jadwiga odeszła 24 października 2024 roku, a jej prochy spoczęły w Forest Lawn w Los Angeles. Jerzy Antczak ogłosił, że 21 października 2025 roku, w dniu 90. urodzin jego żony, zmieni to miejsce na warszawskie Powązki.

"Chcemy z Mikołajem przywieźć prochy Jadzi do kraju, aby mogła spocząć w miejscu, które zawsze było jej i moją ojczyzną" - powiedział Antczak.

Jerzy podkreślił, że ta podróż będzie jego ostatnia, aby spełnić ostatnią prośbę żony – "oddać jej prochy ojczystej ziemi".

"Jestem już na walizkach... Ale nie boję się tego, bo spotkam się z Jadzią" - wyznał w jednym z wywiadów.