Kraj

Zaskakujące oszustwa szarlatana. Pacjenci w niebezpieczeństwie!

2025-02-26

Autor: Piotr

Wyrok w sprawie Huberta Czerniaka, samozwańczego „kapłana” z Opoczna, który fałszywie reklamował swoje „terapie” jako medyczne, wstrząsnął Polską. Akta sprawy odkrywają niepokojące szczegóły. W jeden z dni składających się na jego działalność, pacjentka zdiagnozowana z nowotworem otrzymała od niego przykazania dotyczące suplementów, które miał jej przepisać zamiast leczenia farmakologicznego.

Pani Beata, 75-letnia pacjentka, walczyła z diagnozą - chłoniak złośliwy. Gdy tradycyjne leczenie się opóźniało, Czerniak obiecał jej cudowne wyleczenie. Podczas wizyty, która miała się odbyć w jego gabinecie, pacjentka nie dostała żadnej fizycznej oceny stanu zdrowia, zamiast tego wypełniono jej torbę suplementami wartymi kilka tysięcy złotych.

Wizyty u tego „specjalisty” nie były niczym nowym. Pan Hubert wcześniej stracił prawo do wykonywania zawodu lekarza, jednak kontynuował działalność jako guru medycyny alternatywnej, przyjmując pacjentów z naiwnością i niewiedzą o swoim rzeczywistym statusie.

- "Wierzyłam mu, bo opowiadał, jakie to wspaniałe efekty osiąga, przyjmując te wszystkie suplementy," - podkreśla pani Beata, dodając, że Czerniak przekonywał ją, iż wiele z jego przypisanych preparatów jest rzekomo niezbędnych do zwalczenia choroby nowotworowej.

W maju 2022 roku, prokuratura w Opocznie rozpoczęła dochodzenie w sprawie osób, które trafiały do Czerniaka, ale wkrótce je umorzono, twierdząc, że „pacjenci działali dobrowolnie”, mimo że większość z nich zmagała się z poważnymi schorzeniami, które wymagały interwencji wykwalifikowanych lekarzy. Nie zgadzamy się z tą konkluzją, ponieważ pacjenci, tacy jak pani Beata, nie byli świadomi zagrożeń, jakie niesie pseudoleczenie.

Dodatkowo, Hubert Czerniak silnie współpracował z Kościołem Naturalnym, zwiększając liczbę swoich pacjentów, a także zastraszając ich informacjami o „niezawodnych” terapiach, w które włożył swój zysk. Kobieta opisała, jak przyjmował darowizny w wysokości 600 złotych w zamian za „konsultacje”, chociaż jego metody terapeutyczne budziły wątpliwości.

- „Nie otrzymałam pomocy, a jedynie wydatki. Aż w końcu zmusiłam się do powrotu do onkologii,” - przyznała pani Beata, dodając, że dziś jest pod stała opieką specjalisty, który uratował jej życie.

Mimo wielu dowodów, instytucje zaangażowane w dochodzenie zdają się bagatelizować traktowanie pacjentów przez Czerniaka jako błędne. Będzie to szeroko komentowane wśród organizacji zdrowotnych oraz organizacji praw pacjentów, które domagają się ścisłych regulacji wokół praktyk medycyny alternatywnej. A jednocześnie, czy Czerniak zdoła uniknąć dalszych konsekwencji prawnych? Ta sprawa z pewnością zrodzi wiele pytań o granice między przekonywaniami pacjentów a celami finansowymi szarlatani.