Adam Małysz w szoku! "Nie jesteśmy zmuszeni do sądowego rozwiązania sprawy"
2025-02-25
Autor: Katarzyna
Alexander Stoeckl, trener skoków narciarskich, przeszedł długą drogę od kryzysu w Norwegii do objęcia posady dyrektora sportowego Polskiego Związku Narciarskiego (PZN). Rok temu jego kariery prawie zakończyła niesłychana sytuacja, kiedy to norwescy skoczkowie, którym pomógł osiągnąć liczne sukcesy, zdecydowali się na protest i odmówili dalszej współpracy z nim. Ten kryzys, który dotknął Stoeckla, był na tyle poważny, że publicznie dzielił się swoimi emocjami z norweskimi dziennikarzami, opowiadając o kuźniach jego kariery.
Na szczęście dla polskich skoków, Adam Małysz w 2022 roku przekonał Stoeckla do objęcia stanowiska dyrektora sportowego PZN. Jednak współpraca od samego początku wiązała się z wieloma zastrzeżeniami. Po 13 latach pracy z kadrą norweską, Stoeckl musiał zmierzyć się z nową rzeczywistością w Polsce.
- Stoeckl zna mój numer telefonu. Jeśli w przyszłości będzie chciał z nami współpracować, może zawsze zadzwonić – mówił Małysz, jednak nie spodziewał się, że niespełna rok po podjęciu posady sytuacja ulegnie pogorszeniu.
Początkowo wszystko wydawało się działać, jednak z biegiem czasu pojawiły się wątpliwości co do jego zaangażowania w polski zespół. Krytyka trenerów w Polsce zaczęła narastać, ponieważ Stoeckl rzadko pojawiał się na treningach i konkurencjach w kraju.
Kazimierz Długopolski, doświadczony trener i sędzia FIS, zwrócił uwagę na problem: - Obiecał poprawić sytuację w polskich skokach, a później nie pojawiał się w Zakopanem. Zastanawiałem się, co on właściwie u nas robi?
Okazało się, że Stoeckl równocześnie pracował w norweskiej firmie budowlanej, co wzbudziło kontrowersje w Polsce. Norweskie media szybko ujawniły, że w międzyczasie pełnił rolę kierownika w firmie budowlanej, co wywołało falę dyskusji w polskim środowisku sportowym.
- Potrafię to wszystko godzić bez problemu. W Polsce jestem kilka dni co dwa albo trzy tygodnie – stwierdził Stoeckl, co jednak nie przekonało wielu krytyków do jego zaangażowania w polski zespół.
Zarząd PZN rozważał, czy nie podjąć działań prawnych przeciwko Stoecklowi za dwuetapowe obowiązki. Jednak przywódcy związku, w tym Małysz, nie chcą cyzelować tej sprawy do sądu.
- Oczywiście, zatrudnienie Stoeckla w Norwegii nie było do końca uczciwe, ale na pewno nie będziemy go ciągać po sądach. Małysz zdecydował, że nie będą podejmować prawnych kroków – podsumował członek zarządu PZN.
W międzyczasie, nowa para w skokach narciarskich, trener Thomas Thurnbichler i skoczkowie, przygotowują się do ważnych zawodów, które zbliżają się wielkimi krokami. Już 27 lutego w Trondheim odbędą się mistrzostwa świata, a 1 marca rozpocznie się rywalizacja na skoczni normalnej.
Czy Stoeckl będzie miał szansę na rehabilitację? Czas pokaże!