Burza wśród polityków PiS po kontrowersyjnym otwarciu przedszkola. Dyrektorka zapowiada kroki prawne!
2025-02-05
Autor: Agnieszka
W Stroniu Śląskim odbyło się otwarcie przedszkola, które wzbudziło ogromne kontrowersje. Na nagraniu opublikowanym na platformie X można zobaczyć dzieci śpiewające hymn narodowy w korytarzu, podczas gdy politycy, w tym Władysław Kosiniak-Kamysz i Marcin Kierwiński, zajmują miejsca w głównej sali, co wywołało gniew zwolenników PiS. Zarzucają oni, że dzieci musiały „tłoczyć się z boku”, aby politycy mogli dogodnie pozować przed kamerami.
Przemysław Czarnek opublikował krytyczny wpis, komentując sytuację: "Jak te dwa barany w tym kontenerze, a dzieci z hymnem na korytarzu. Żenada...". Marcin Warchoł nazwał wydarzenie "żenadą roku!" w kontekście otwarcia kontenerowego przedszkola, które zostało odbudowane po katastrofalnej powodzi.
Dyrektorka przedszkola, Celina Chęś-Drańczuk, zdecydowała się na kroki prawne w związku z nieodpowiednim wykorzystaniem wizerunków dzieci oraz nauczycieli przez media. Podkreśla, że dzieci nie były w żaden sposób chronione, a ich wizerunki zostały wykorzystane bez zgody. Dyrektorka zaznaczyła, że nagranie, które wzbudziło taką kontrowersję, było efektem pracy ekip telewizyjnych, które pojawiły się bez zaproszenia i akredytacji.
— To był piękny dzień, a nagle wszystko zostało zrujnowane przez polityczne przepychanki — mówi Celina Chęś-Drańczuk. — To jest smutne, ponieważ dzieci są niewinne i były podekscytowane pierwszym dniem w nowym przedszkolu, które zostało im odebrane na długie miesiące przez powódź. Przedszkole należy do społeczności, która z zaangażowaniem odbudowała tę placówkę, a teraz niestety stała się ona polem do walki politycznej.
Dzieci z różnych grup wiekowych miały wystąpić przed zaproszonymi gośćmi, w tym wicepremierem, co miało na celu upamiętnienie ich ciężkiej pracy oraz przywiązania do miejsca, w którym się uczą. Przy tej okazji obecność polityków przerodziła się w niekontrolowany medialny cyrk. W każdym razie strona społeczna tej sytuacji nie jest prostym przypadkiem, a dla wielu rodziców oraz pracowników przedszkola stanowi temat do refleksji na temat granic wykorzystywania dzieci w sferze publicznej.
Czy to koniec kontrowersji związanych z polityką w edukacji? Zdania są podzielone, a rodzice zapowiadają, że nie pozwolą na dalsze takie sytuacje. Jakie będą następne kroki dyrektorki przedszkola? Jedno jest pewne — ta historia ma potencjał, aby zrewolucjonizować sposób, w jaki postrzegamy rolę dzieci w politycznych wydarzeniach.