Świat

Celowe wprowadzenie pilotów w błąd. Cud, że nie doszło do katastrofy! Trwa śledztwo

2025-03-04

Autor: Magdalena

29 stycznia doszło do dramatycznego incydentu, gdy samolot pasażerski linii American Airlines w powietrzu zderzył się ze śmigłowcem Black Hawk, co tragicznie zakończyło się śmiercią 67 osób. Wydarzenie miało miejsce w pobliżu lotniska im. Ronalda Reagana w Waszyngtonie, które od tego czasu znajduje się pod szczególną obserwacją. Jak podaje TVN24, 3 marca Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) wszczęła śledztwo w sprawie tajemniczych fałszywych ostrzeżeń, które były wysyłane do samolotów podchodzących do lądowania na tym właśnie lotnisku.

Kilkanaście pasażerskich maszyn otrzymało nieprawdziwe alerty w systemie TCAS (Traffic Alert and Collision Avoidance System), informujące o rzekomej kolizji z innym samolotem znajdującym się w bliskiej odległości. Jak ujawnili śledczy, próbują oni ustalić przyczyny tych niepokojących alertów, które nie powinny były się pojawić, gdyż w okolicy nie było innych maszyn, co znacząco zagrażało bezpieczeństwu lotów.

W wyniku fałszywych ostrzeżeń, wiele samolotów musiało przerwać lądowanie i rozpocząć manewr krążenia, co mogło doprowadzić do realnych zagrożeń w ruchu lotniczym. CBS News informuje, że jednym z samolotów, które otrzymały fałszywy sygnał, był regionalny przewoźnik Republic Airways. W momencie, gdy znajdował się on na wysokości ponad 300 metrów, system TCAS zareagował, instruując załogę do przeprowadzenia manewru uniku. Dopiero po lądowaniu okazało się, że żaden obiekt nie pozostawał na kursie kolizyjnym.

FAA na chwilę obecną potwierdza, że w dniach po incydencie sytuacja się ustabilizowała i zamachy związane z fałszywymi alertami się nie powtarzają. Specjaliści ostrzegają, że takie sytuacje mogą prowadzić do poważnych katastrof lotniczych, a ich przyczyny muszą być zbadane w sposób szczegółowy. Czas pokaże, co naprawdę stało za tym niebezpiecznym incydentem i jakie wnioski zostaną wyciągnięte przez organy odpowiedzialne za nadzór na lotnictwem.