Sport

Dramat Lechii Gdańsk: Kluczowy napastnik na 2-3 miesiące wyłączony z gry!

2024-08-21

Autor: Tomasz

Lechia Gdańsk przeżywa prawdziwy kryzys, zajmując ostatnie miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy po pięciu kolejkach. Już w najbliższy piątek zespół zmierzy się z Rakowem Częstochowa, a ich szansę na zwycięstwo są znikome.

Niestety, sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła z powodu kontuzji Tomasza Bobcoka, który jedynym napastnikiem w drużynie. Słowacki zawodnik, choć ambitny, nie wyróżniał się skutecznością, co widać było choćby w ostatnim meczu z Zagłębiem Lubin.

Bobcek doznał urazu podczas meczu z Puszczą Niepołomice, gdy na początku pierwszej połowy musiał opuścić boisko. Badania wykazały naderwanie mięśnia dwugłowego uda, co oznacza, że czekają go 2-3 miesiące pauzy. Jeśli wszystko pójdzie po myśli, jego powrót do gry przewidywany jest na końcówkę listopada, co jest bardzo rozczarowujące na tle zbliżającego się zakończenia rundy jesiennej.

Sytuacja jest dramatyczna dla trenera Szymona Grabowskiego, który w tej chwili nie ma do dyspozycji żadnego napastnika, który byłby w stanie zdobywać bramki. Bohdan Wjunnyk, który mógłby pełnić tę rolę, nie radzi sobie, a jego obecność na boisku jest niemal niewidoczna.

Luis Fernandez mógłby teoretycznie zagrać na pozycji napastnika, ale przebywa na treningach indywidualnych, a dodatkowo krążą plotki o możliwym rozwiązaniu jego kontraktu z klubem. Obecnie trwają rozmowy pomiędzy klubem a jego agentem w sprawie „najlepszego wyjścia” z tej sytuacji.

Jakie kroki podejmie trener Grabowski? Lechia od dłuższego czasu poszukuje nowego napastnika, ale wszelkie nadzieje na wzmocnienie drużyny zostały zduszone w zarodku. Niedawno pojawiły się sygnały o zawodniku z Ameryki Południowej, który ostatecznie zdecydował się na ofertę innego klubu. Sytuacja finansowa klubu również nie sprzyja nowym transferom, bowiem zawodnicy po raz kolejny borykają się z opóźnieniami w wypłatach. Czy Lechia zdobędzie nowe talenty, czy może będzie musiała przetrwać ten trudny okres bez wsparcia? Czas pokaże, ale kibice mają prawo się martwić o dalsze losy ich ukochanej drużyny.