Sport

Gdzie jest empatia lewicy? Moje zdanie na temat skandalu podczas otwarcia igrzysk w Paryżu

2024-07-29

Autor: Katarzyna

W Polsce Ludowej opowiadano taki dowcip: do sklepu z dewocjonaliami Veritas wchodzi zomowiec i pyta sprzedawczyni: „Po ile te samoloty?” Zdezorientowana sprzedawczyni odpowiada: „To nie są samoloty, tylko krzyżyki.” Zomowiec nie daje za wygraną: „Ale po ile?” „Po pięć złotych” – odpowiada sprzedawczyni. „A te z pilotem?” – dopytuje zomowiec.

Ten dowcip nie tylko bawił, ale przekazywał ważne przesłanie: władze PRL nie rozumiały kulturowych kodów Polaków. Podobny motyw pojawił się w filmie „Rozmowy kontrolowane” Stanisława Tyma, gdzie generał SB pyta swojego podwładnego, kiedy organizują wigilię. Gdy dowiaduje się, że 24 grudnia, komentuje: „A, to jeszcze przed świętami.”

Ostatnio podobne niezrozumienie kulturowe zaszokowało wielu podczas otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu. Autor scenariusza, Thomas Jolly, tłumaczył, że inspirował się pogańską ucztą bogów Olimpu, a nie Ostatnią Wieczerzą. Jednakże sposób przedstawienia sceny – grupa osób przy stole z centralną postacią – jednoznacznie przypomina chrześcijańską Eucharystię, znaną od wieków w kulturze europejskiej.

Jean-Luc Mélenchon, lider francuskiej lewicy, nie miał wątpliwości co do kulturowych odniesień tej sceny i skrytykował ją jako kpinę z chrześcijańskich wartości. Na swoim blogu napisał: „Nie podobała mi się kpina z Ostatniej Wieczerzy, ostatniego posiłku Chrystusa i jego uczniów. Pytam: jaki jest sens ryzykowania obrażania wierzących? Nawet jeśli jest się antyklerykałem.”

Przekaz sceny z otwarcia igrzysk jest jasny: twórcy połączyli antyczne bachanalia z chrześcijańską Eucharystią, tworząc nową ucztę miłości otwartą na wszystkich, niezależnie od koloru skóry, orientacji seksualnej czy wieku. Główna postać kobiety w koronie, symbolizującej aureolę, pokazująca serduszko dłońmi, to spięcie chrześcijańskiej i antycznej symboliki.

Niepokojące jest, że wykształceni Europejczycy odwracają kota ogonem, nie rozumiejąc lub udając, że nie rozumieją kulturowych odniesień. Twórcy ceremonii zdają się nie zauważać, że igrzyska olimpijskie, przestrzeń szacunku i wzajemnej tolerancji, nie są miejscem na prowokacje. Organizatorzy zrozumieli swój błąd i przeprosili.

Smutne jest natomiast, że duża część polskich lewicowych i liberalnych komentatorów widzi ten skandal przez pryzmat wewnętrznej walki politycznej, zapominając o empatii. Gdzie podziała się ta słynna empatia lewicy – nawet dla zwierząt futerkowych?

Igrzyska olimpijskie to święto sportu, szacunku i wzajemnej tolerancji. To nie miejsce na prowokacje, ale na wspólne celebrowanie wartości, które łączą ludzi na całym świecie.