Jan Englert: Czas płynie, nie ma na to rady. "I tak umrę"
2025-10-22
Autor: Marek
Przerażające refleksje Jana Englerta o starzeniu
28 października na rynku pojawi się książka "Męskie gadanie 2" autorstwa Beaty Biały, kontynuująca dialog z mężczyznami, którzy odważnie mówią o emocjach i upływie czasu. Wśród rozmówców znalazł się Jan Englert, ikona polskiego teatru i kina, który porusza istotne i osobiste kwestie związane z dorastaniem i przemijaniem.
Strach przed bezsilnością i starością
"W moim wieku bać się czegokolwiek byłoby absurdalne. Boję się jedynie, że w pewnym momencie stanę się obciążeniem, zarówno dla siebie, jak i dla innych" - wyznaje Englert w rozmowie z Beatą Biały. Dla aktora najgorszym scenariuszem jest stanie się osobą, która wymaga opieki.
Unikanie lekarzy, życie bez strachu
Englert przyznaje, że przez całe życie unikał lekarzy. "Nie znoszę tego. Badania to dla mnie zło konieczne, a leki... zapominam o nich lub je lekceważę. Dopiero kiedy jestem pewny, że muszę iść do lekarza, zaczynam o tym myśleć" - dodaje z dystansem.
Proces starzenia się jako nowa wersja siebie
Podczas szczerej rozmowy aktor przyznaje również, że coraz częściej dotyka go zapominanie. "To wszystko staje się uciążliwe. Czasem zapominam nazwiska czy tytuły, ale akceptuję tę rzeczywistość. Starzenie to tylko inna wersja siebie" - mówi.
Ciało jako nieposłuszne narzędzie{
Englert zauważa, że najtrudniej mu jest, gdy ciało przestaje go słuchać. "Zawsze było mi posłuszne, a teraz? Gdy chcę coś powiedzieć lub zagrać, a moje ciało nie nadąża... to niezwykle frustrujące" - przyznaje.
O śmierci i odwadze w obliczu nieuchronności
W rozmowie z Białą Englert porusza również temat, który wielu przeraża — śmierć. "Nie rozumiem ludzi starszych, którzy boją się śmierci. To nieuniknione! Nie ma sensu bać się czegoś, co jest nieodwracalne. Nie ma różnicy, czy umrę w wtorek, czy w piątek" - akcentuje.
Strach przed umieraniem, nie śmiercią
Pomimo swojej odwagi aktor przyznaje, że lęka się samego procesu umierania. "Kwiaty pachną intensywniej o zmierzchu. Może trudniej mi je wąchać, ale ich zapach staje się coraz piękniejszy. I to sprawia, że rzadziej myślę o śmierci. W tym, co najważniejsze, nie boję się samej śmierci, ale tego, jak umieram" - wyznaje.
Mądrość płynąca z doświadczeń
"Już wiem, że nie będę miał nowego początku, ale mogę mieć piękny koniec. Uczę się, by odchodzić bez żalu, bez histerii. To nie oznacza, że nie czuję bólu, ale zaczynam rozumieć, że każda rola ma swoją kurtynę. A nawet ta najpiękniejsza musi kiedyś opaść" - kończy Jan Englert.