Kolejna kontrowersja z Romanem Giertychem w roli głównej! Czy rzeczywiście zagraża on wolności finansowej partii?
2024-08-30
Autor: Agnieszka
Roman Giertych, poseł Koalicji Obywatelskiej, podjął działania mające na celu ściganie polityków partii rządzącej PiS za apele o darowizny. Giertych twierdzi, że takie działania są „zbiorką publiczną”, co z kolei miałoby naruszać obowiązujące przepisy. W odpowiedzi na te zarzuty, komentatorzy wskazują, że interpretacja Giertycha jest znacznie uproszczona i myląca. Dziennikarz Patryk Słowik z Wirtualnej Polski przypomina, że Donald Tusk, lider PO, w 2023 roku również prosił o wsparcie finansowe partię w filmie promocyjnym, nie ponosząc przy tym żadnych konsekwencji. "Nie ma przepisów zabraniających partiom politycznym do zachęcania do wpłat na ich rzecz" – zauważa Słowik.
Sprawa finansowania partii się komplikuje. Państwowa Komisja Wyborcza odrzuciła sprawozdanie finansowe PiS z wyborów parlamentarnych 2023, wskazując na nieprawidłowości w wysokości 3,6 miliona złotych. W wyniku tego partia może stracić aż 10 milionów złotych dotacji oraz subwencję na następne 3 lata.
W publikacjach PiS można znaleźć apele o pomoc, które niektórzy interpretują jako emocjonalną manipulację: "Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy Twojej pomocy! Koalicja 13 grudnia zrobi wszystko, aby zniszczyć w Polsce praworządność i demokrację. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy mogli dalej walczyć o Polskę godną, suwerenną i praworządną. Wesprzyj nasze działania!"
Jednak Giertych błędnie rozumie zapisy ustawowe. Ustawa z 14.03.2014 r. o zasadach prowadzenia zbiórek publicznych definiuje je jako "zbieranie ofiar w gotówce lub w naturze, w miejscu publicznym na określony, zgodny z prawem cel". Z kolei publikowanie numerów kont bankowych do wpłat nie jest regulowane jako zbiorka publiczna według prawa. Jak zauważa Bartosz Lewandowski, adwokat związanego z PiS, "Zgłaszanie numeru konta nie jest 'zbiórką publiczną'".
Swoje stanowisko wyrażają również inni komentatorzy. Aleksander Twardowski, felietonista, pisze: "Dlaczego Pan bił pianę? To normalne zachęcanie do darowizn, które przysługuje każdej partii! Limit wynosi 15-krotność minimalnego wynagrodzenia". W tej sytuacji cała sprawa staje się jeszcze bardziej skomplikowana, a granice interpretacji przepisów prawnych są postrzegane w bardzo różnorodny sposób.
Biorąc pod uwagę, że partie od lat organizują internetowe zbiórki, takie jak darowizny, przyjrzyjmy się bliżej tym działaniom. Jak podkreśla Mateusz Sabat, dyrektor marketingu politycznego i były członek Nowoczesnej: "Zbiórki internetowe to nic innego jak darowizny, co jest legalne, o ile partia może zidentyfikować wpłacającego". Nie jest jednak jasne, w jaki sposób te przepisy będą stosowane w praktyce, co może wpłynąć na przyszłość finansowania kampanii wyborczych w Polsce.