Lekarz poświęcił ciało nauce. Widok jego grobu łamie serce – "Byłam w szoku"
2024-09-11
Autor: Michał
Od śmierci Bohdana Bieniaka minęło już sześć lat. Jego córka, Małgorzata, pielęgniarka mieszkająca w Niemczech, wspomina go jako człowieka, który całe swoje życie poświęcił medycynie. Przez 50 lat pracował jako urolog i naukowiec w szpitalu Pirogowa, a nawet na emeryturze angażował się w pracę medyczną.
Bohdan Bieniak, który zmarł w wieku 90 lat 18 maja 2018 roku, pragnął, aby po śmierci jego ciało zostało przekazane Uniwersytetowi Medycznemu w Łodzi na potrzeby badań naukowych. Jego córka przyjechała z Niemiec, by towarzyszyć mu w ostatnich tygodniach życia, a jego życzenie, aby jego ciało służyło nauce, zostało spełnione.
Jednak sześć lat po śmierci, widok jego grobu wstrząsnął Małgorzatą. Przyjazd na cmentarz, gdzie jego ciało spoczywa, przyniósł jej ogromne rozczarowanie. Zamiast zadbanego miejsca, natrafiła na trwały bałagan – zaniedbane nagrobki, przewrócone krzyże i dziką roślinność.
"To miejsce przypomina pochówki po wojnie. Jestem w szoku, że tak można traktować zmarłych, bez szacunku i godności. Nie chcę wracać, bo boję się, że wpadnę w depresję" – zwierzała się w rozmowie z dziennikarzem. Wspomniała, że nawet minimalne oznaki dbałości o groby byłyby lepsze od obecnego stanu.
Pracownicy cmentarza przyznają, że brakuje funduszy na konserwację i sprzątanie, a posprzątanie całego terenu jest niemożliwe przy tak małej liczbie pracowników. "Koszenie to tylko jedna osoba, a krzyże są wykonane z drewna i musimy je wymieniać co kilka lat" – mówi kierownik cmentarza, Sebastian Piątkowski.
Matt szczególne wrażenie sprawiają jego tragiczne wspomnienia o zadbanych cmentarzach, które znała z dzieciństwa. Chciałaby, aby miejsce, gdzie jest pochowany jej ojciec, wyglądało z szacunkiem, jaki zasługują zmarli. W Polsce temat pochówków na cmentarzach porusza wiele osób, co budzi dyskusje na miejski poziomie o potrzebnych reformach w systemie zarządzania miejscami pochówku.
Mimo iż zmarli zasługują na godne miejsce spoczynku, sytuacja nie ulega poprawie, a Małgorzata ma nadzieję, że jej historia uwrażliwi więcej osób na ten ważny problem.