Maria Biernacka, wdowa po tragicznie zmarłym policjancie: "Czuję się, jakby ktoś odciął mi tlen"
2025-02-12
Autor: Michał
- Głównym winowajcą śmierci mojego męża jest osoba, która strzelała. Niemniej jednak odpowiedzialność rozciąga się na szersze aspekty, ponieważ to także efekt obecnej kondycji policji – mówi Maria Biernacka, wdowa po sierżancie sztabowym Mateuszu Biernackim, który zginął tragicznie podczas interwencji w Warszawie.
Do tego dramatycznego zdarzenia doszło 23 listopada 2024 roku. Mateusz Biernacki zginął od strzału oddanego przez innego funkcjonariusza policji, który dopiero rozpoczął swoją służbę na warszawskiej Pradze. Policjant usłyszał zarzuty przekroczenia uprawnień oraz nieuzasadnionego użycia broni służbowej, co może skutkować karą od pięciu lat dożywocia.
„To nie interweniujący policjant jest winny, a osoba, która wywołała całą sytuację” – podkreślił premier Donald Tusk w swoich mediach społecznościowych, wzbudzając wiele emocji wśród obywateli.
Maria Biernacka, opowiadając o tragicznym wydarzeniu, nie kryje przerażenia i smutku. „Czuję pustkę. Staram się żyć dla naszych dzieci – pięcioletniego syna i dwuletniej córki. Ich obecność daje mi siłę na każdy nowy dzień. Jednak gdy jedna część mnie odeszła, czuję, jakby ktoś odciął mi tlen” – przyznaje.
W obliczu tej straty Maria relacjonuje, jak dzieci próbują zrozumieć brak ojca. „Córka nie rozumie, co się stało, ale często powtarza 'tata', łapiąc jego ubrania. Syn zauważa więcej i zadaje trudne pytania. Staram się wyjaśnić mu, że tata jest teraz w niebie, ale czuję, że w miarę upływu czasu pytania będą się namnażały” – dodaje.
Mateusz Biernacki, pośmiertnie awansowany do stopnia aspiranta sztabowego, był nie tylko oddanym policjantem, ale również wspaniałym mężem i tatą. “Poznaliśmy się przez wspólnych znajomych. Jego radość i optymizm były zaraźliwe” – mówi Maria.
„Mieliśmy dużo planów, nabyliśmy nowe mieszkanie przed jego śmiercią, a teraz czuję, że te plany się rozpadły. Mateusz od zawsze był osobą, która marzyła o byciu policjantem. Miał pasję do pracy, ale jako żona czułam lęk o jego bezpieczeństwo” – dodaje z emocją.
W dniu jego śmierci, rano normalnie się pożegnali, jednak później nadszedł tragiczny telefon. „Gdy przybył policjant, informując mnie o tym, że Mateusz nie żyje, byłam w szoku. Próbowałam zadzwonić do męża, ale nie odbierał. To był dla mnie najgorszy moment w życiu” – wspomina.
Pomimo ogromu bólu, Maria podkreśla, że próbuje szukać wsparcia w rodzinie oraz przyjaciołach. „Muszę jednak przyznać, że pomoc ze strony służb publicznych nie była zadowalająca. Czekałam na odszkodowanie, które miało być przyznane rodzinie, ale ciągle nie otrzymałam żadnych informacji” – relacjonuje.
Kobieta streszcza swoje uczucia mówiąc: „Czuję się pozostawiona sama z dzieciakami. Choć na początku miałam wsparcie, teraz pustka po Mateuszu tylko narasta. Nasze życie już nigdy nie będzie takie samo, a ja muszę nauczyć się żyć z tą stratą.”
Maria Biernacka podkreśla, że odpowiedzialność za śmierć jej męża powinno analizować się w kontekście szerszym, jako część problemu, z którym boryka się policja. „Wszyscy wiemy o tragicznych brakach kadrowych, o ogromnej presji, z którą muszą się borykać funkcjonariusze. To nie jest tylko tragedia jednego człowieka, ale i symptom poważnych problemów w systemie.”
W oczach Marii i jej dzieci złożoność straty, którą przeżywa rodzina, staje się symbolem szerszych problemów społecznych. Czasem w chwilach najciemniejszych, można dostrzec promyk nadziei, ale na razie pozostaje tylko ból i żal.