Kraj

Matka Szymonka z Będzina wychodzi na wolność. Babcia chłopczyka przerwała milczenie. "Okrutny los mnie spotkał"

2025-03-06

Autor: Agnieszka

To wstrząsająca historia, która wstrząsnęła całą Polską. W marcu 2010 roku w Cieszynie znaleziono ciało 22-miesięcznego chłopca, Szymonka, który został brutalnie zamordowany przez swoich rodziców. Ubrany w czerwoną kurteczkę, malec przez trzy tygodnie leżał w wodzie, zanim został odkryty. Sekcja zwłok wykazała, że zmarł na skutek urazu brzucha spowodowanego przemocą.

Rodzice, Jarosław R. i Beata Ch., zamiast poszukiwać pomocy, postanowili pozbyć się ciała, wrzucając je do stawu oddalonego o 100 kilometrów od miejsca zamieszkania. To, co miało być tragedią, okazało się jeszcze większą zbrodnią, gdyż chłopczyk konał w męczarniach pod ich okiem przez trzy dni. Historia ta zaszokowała nie tylko Będzin, ale również całą Polskę, skąd wzięła się fala oburzenia.

Po długim śledztwie, które rozpoczęło się od anonimowego telefonu do MOPS w Będzinie, rodzice zostali aresztowani i skazani w 2018 roku - Beata na 13 lat, a Jarosław na 15 lat więzienia. Teraz, po ośmiu latach, Beata Ch. zbliża się do wyjścia na wolność, co wywołuje skrajne emocje wśród osób, które pamiętają tę tragiczną historię. Dla wielu pozostaje pytanie: jak można dopuścić do tego, aby matka, która nie tylko nie ochroniła swojego dziecka, ale zadała mu śmierć, mogła wrócić do życia na zewnątrz?

W trudnych chwilach milczenia wystąpiła babcia chłopca, Zenobia, która szczerze podzieliła się swoimi uczuciami. Po piętnastu latach milczenia, 76-letnia kobieta odnajduje siłę, by opowiedzieć o bólu, który nosi w sercu. „Szymonek był dla mnie wszystkim, oby tylko mógł być teraz przy mnie” - mówi z łzami w oczach. Dziecko, które kochała jak nikogo innego, w pewnym sensie stało się symbolem straconej niewinności.

„Brakuje mi nie tylko Szymonka, ale też jego sióstr, które zostały oddane do adopcji” - dodaje babcia. Przez lata próbowała odnaleźć sens w tym, co się stało, jednak nic nie jest w stanie ukoić jej bólu. Wspomina chwile, gdy jej rodzina miała się powiększyć, gdyż Szymonek miał być chrzczony, a jego rodzice planowali ślub. Po tragicznych wydarzeniach jej świat rozpadł się na kawałki.

Zenobia walczyła, aby grób wnuka został przeniesiony do Będzina, ale napotkała wiele przeszkód. „Chciałam, aby Szymonek spoczywał tam, gdzie ja. Całe moje życie wydane na walkę za niego, w końcu przestałam walczyć, bo wiedziałam, że są rzeczy, na które nie mam wpływu” - mówi z rezygnacją.

Dziś babcia wspomina Szymonka, który obchodziłby 17 urodziny w tym roku. „Zostało mi tylko jedno zdjęcie i dziurawe buciki...” - kończy zasmucona. Dla niej, to symbol nadziei, że może jeszcze kiedyś zobaczy swoje wnuczki. Ma nadzieję, że w końcu pokój i spokój zawitają w jej życiu, a ból rodziny zostanie w końcu złagodzony. W życiu Zenobii nadszedł czas, aby mówić o przeszłości, ale także o przyszłości, której pragnie z całego serca.