Rozrywka

Monika Richardson w poruszających słowach o zmarłym bracie. „Finał nieumiejętności życia”

2024-07-14

Autor: Agnieszka

Monika Richardson jest obecna w polskich mediach od lat i zyskała ogromną popularność dzięki programowi "Europa da się lubić", który pojawił się tuż po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Od tamtego czasu prezenterka była widywana w programach takich jak "Pytanie na śniadanie" oraz na okładkach tabloidów z racji jej małżeństwa ze Zbigniewem Zamachowskim. Od 2021 roku Richardson prowadzi również własną szkołę językową, Richardson School.

W ostatnim wywiadzie dla Mateusza Szymkowiaka w "Świat Gwiazd", Monika opowiedziała o trudnych ostatnich miesiącach, kiedy musiała pochować swoją mamę. Wspominała również rok 2012, kiedy zmarł jej brat, Filip Pietkiewicz.

Filip Pietkiewicz zmarł w wieku 35 lat. Richardson opowiadała, że był to najlepszy okres jego życia – mieszkał we Wrocławiu, planował ślub i miał dobrą pracę. Jednak mimo tych zewnętrznych sukcesów, Filip zmagał się z ogromnymi wewnętrznymi trudnościami.

„Filip nie nadawał się do życia. To strasznie zabrzmi, wiem. Ale myślę, że on by mnie zrozumiał i się zgodził. Był nadwrażliwcem całe życie. Był pogubionym dzieckiem, które wychowało się w rozbitej rodzinie. Jego śmierć była wielkim finałem jego nieumiejętności życia,” mówiła poruszona Richardson.

Prezenterka nie ukrywała, że jej brat miał poważne problemy z narkotykami. Jak przyznała, zażywał wszystkie możliwe substancje, co było również efektem traum z dzieciństwa. Filip został znaleziony martwy w Warszawie, dokąd pojechał, by poczuć się na chwilę wolnym.

„Wyjechał na chwilę do Warszawy, żeby poczuć się na chwilę wolnym. Wiesz, jak to jest, wracasz na stare tory... tym razem już nie wyszedł z tego mieszkania,” opowiadała Monika Richardson.

Śmierć Filipa Pietkiewicza miała ogromny wpływ na matkę Moniki. Jak przyznała prezenterka, jej mama mimo wszystko nigdy w pełni nie uwierzyła, że Filip był uzależniony i chory. „Mama chyba do końca nigdy nie uwierzyła, że Filip jest uzależniony, że jest chory. Mimo jego licznych odwyków, mimo wieloletniej walki, wydawało jej się, że to jest chwilowe, że to zaraz minie, że on sobie zaraz ułoży życie,” mówiła Richardson.

To, że jej mama była sama w tym trudnym czasie, pogarszało sytuację. „Byłam wtedy ze Zbyszkiem Zamachowskim, on też mi bardzo pomógł. Mama nie miała nikogo. Myślę, że ta śmierć uderzyła ją jeszcze mocniej przez to,” dodała.

Obecnie Monika Richardson angażuje się w różne projekty, starając się czerpać siłę z trudnych doświadczeń i wspomagać innych w lepszym radzeniu sobie z życiowymi problemami. Jest doskonałym przykładem na to, jak można przekształcić osobiste tragedie w motywację do niesienia pomocy innym.