Sport

Nawałka i Polacy Zremisowali z Legendami Brazylii! Niezapomniane Chwile z Ronaldinho! [WIDEO]

2025-06-21

Autor: Ewa

W sobotę w Chorzowie miało miejsce niezwykłe widowisko, w którym legendy polskiej piłki zmierzyły się z brazylijskimi ikonami. Spotkanie zakończyło się remisem 2:2, a na uwagę zasługuje fenomenalny występ Macieja Makuszewskiego, który zdobył obie bramki dla biało-czerwonych.

Od samego początku Polacy zdominowali grę, a ich atuty na skrzydłach, reprezentowane przez Kamila Grosickiego, Jakuba Błaszczykowskiego oraz Łukasza Piszczka, były widoczne. Mimo intensywnego ataku, brakowało klarownych sytuacji bramkowych.

Pierwsze emocje przyniosła czwarta minuta, kiedy to Ronaldinho oddał strzał, jednak piłka przeleciała nad poprzeczką. Polacy atakowali, ale w 28. minucie zostali zaskoczeni kontra rywali. Ronaldinho zagrał piłkę do Santosa, który precyzyjnie dośrodkował do Diego Souzy, a ten ekwilibrystycznym strzałem pokonał Artura Boruca.

Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:0 dla Brazylii. Po przerwie Polacy z lekka zwiększyli tempo, a w poprzeczkę trafił Makuszewski. Słowomir Peszko nie wykorzystał jednak dobrej okazji sam na sam z bramkarzem.

W 65. minucie Polacy wreszcie wyrównali! Paweł Brożek zagrał idealne prostopadłe podanie do Artura Jędrzejczyka, który odegrał do Makuszewskiego, a ten strzelił bramkę.

Niespełna kwadrans później, Makuszewski miał szansę na zdobycie drugiego gola, ale jego strzał zatrzymał Helton. Chwilę później Brazylijczycy znów wyszli na prowadzenie dzięki bramce Andre Santosa.

Adam Nawałka zrobił wszystko, by jego drużyna się nie poddała. Na boisko wrócił Grosicki, a w 87. minucie Makuszewski ponownie wpisał się na listę strzelców. Choć początkowo sędzia odgwizdał spalonego, powtórki pokazały, że w tej sytuacji nie było mowy o naruszeniu przepisów. Gola uznano!

W doliczonym czasie gry jeszcze Tomasz Jodłowiec trafił w poprzeczkę, co tylko podkreśliło emocje meczu. Była to niezapomniana noc, w której polska drużyna zademonstrowała serce do gry na oczach legendy, Ronaldinho!