Nowa taktyka Rosjan. "Wiało od wschodu. Mogliśmy tylko patrzeć"
2024-10-20
Autor: Agnieszka
Ludmiła, mieszkanka wsi, w której na początku września spaliło się ponad 300 domów, mówi: "Od wiosny deszcz padał u nas raz. Trawy są suche jak pieprz".
Ukraina pozostaje jednym z najbardziej zaminowanych krajów na świecie. Na terenach wyzwolonych spod rosyjskiej okupacji wciąż nie można wychodzić poza drogi, ani uprawiać ziemi. Praktycznie wszędzie strefy zagrożenia minowego odbierają mieszkańcom nadzieję na normalne życie.
"Pracy nie ma. Ani w rolnictwie, ani w mieście. Dobrze, że przynajmniej pomoc przyjeżdża" - przyznaje 62-letni Ołeksandr z Iziumu. Większość mieszkańców to starsi ludzie, którzy zostali pośród zniszczeń.
Z informacji przekazywanych przez lokalne władze wynika, że Rosjanie dostrzegli skuteczność swojej nowej taktyki, która polega na ostrzeliwaniu lasów i pól, gdyż są one silnie zaminowane. "Ogień przyszedł ze wschodu, od obwodu donieckiego", zauważa jeden z lokalnych mieszkańców.
Pewnego dnia, około godziny trzeciej po południu, dym zasłonił słońce, jak w nocy. Mieszkańcy wstrzymali oddech, gdy ogień zbliżał się do ich domów. Wszyscy wiedzieli, że nic nie mogą zrobić, gdyż wokół były miny, a strażacy byli bezradni. Jeden z ich wozów wyleciał w powietrze na minie, podczas prób gaszenia pożaru.
Około 300 domów spłonęło. Połowa wsi przestała istnieć. Niektórzy mówią, że Rosjanie podpalają trawy ładunkami zrzucanymi z dronów, co tylko potęguje chaos. Inni twierdzili, że pożar zaczynał się od ostrzału.
Ukraina jest obecnie uznawana za największe pole minowe świata. Szacuje się, że na terytorium kraju znajduje się do 2 mln ukrytych ładunków wybuchowych. Od 2022 roku ponad 1000 cywilów zostało zabitych lub rannych w wyniku eksplozji tych min, a wiele z ofiar zmaga się z niepełnosprawnościami do końca życia.
Te brutalne realia wpływają na sytuację gospodarczą na terenach zajętych przez Rosjan. Rolnictwo, kluczowy sektor ukraińskiej gospodarki, jest w kryzysie z powodu min i niewłaściwego zarządzania. W drodze do Studenoka, mieszkańcy opowiadają o zniszczeniach i strachu, które towarzyszą im na co dzień.
W Studenoku, centrum miejscowości, odbywała się właśnie dystrybucja paczek humanitarnych z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej. W paczkach znajdowały się artykuły higieniczne, w tym pieluchy dla osób starszych i niepełnosprawnych, które pozostały, gdyż wiele młodszych osób wyjechało za granicę podczas okupacji.
Tatiana, starsza mieszkańca, czekała na swoją paczkę. "Dlaczego miałabym wracać, gdy mam dzieci, które muszą chodzić do szkoły? A w naszych czasach była piękna szkoła, a teraz są tylko zgliszcza" - wspomina. Obecnie szkolnictwo w regionie jest ograniczone do nauczania online, co jeszcze bardziej alienuje lokalnych mieszkańców.
Z goryczą wracają do wspomnień przedwojennych, gdy życie wioski było znacznie lepsze, gdyż ich przetrwanie zaczyna się wydawać naprawdę niemożliwe. Mimo pomocy humanitarnej, sytuacja pozostaje dramatyczna.
Jeden z mieszkańców zwraca uwagę na wyjątkowe niebezpieczeństwo związane z ogniem, które trzeba było zwalczać w sytuacji, gdy brakowało wody w czasie suszy. Władze lokalne podejmują działania, starając się odpowiednio zabezpieczyć tereny, aby chronić resztki życia w wioskach przed dalszymi zniszczeniami.
Kończąc dystrybucję paczek, mieszkańcy powoli wracają do domów w zachodniej, niespalonej części miejscowości, pozostawiając za sobą ślady po tragedii, która odcisnęła na nich swoje piętno. Warto zauważyć, że tak trudna sytuacja jest wynikiem nie tylko działań wojennych, ale również długotrwałych problemów związanych z zarządzaniem kryzysowym, które nie daje mieszkańcom szansy na powrót do „normalności".
Cała Ukraina staje przed ogromnym wyzwaniem – nie tylko w odbudowie zniszczeń, ale też w walce ze skutkami min, które jeszcze długo będą zagrażać życiu codziennemu i przyszłości tej pięknej, ale zniszczonej ziemi.