Sport

Polski kolarz trafił do szpitala w policyjnym konwoju. Jego historia jest szokująca!

2025-03-05

Autor: Ewa

Wojciech Pszczolarski, znany polski kolarz torowy i olimpijczyk, zrobił niespodziewany krok do przodu w historii pandemii COVID-19. Podczas światowych wojskowych igrzysk sportowych w Wuhan w 2019 roku, miasto that później stało się epicentrum pandemii, Wojciech zauważył niezwykłe wydarzenia. "Chińczycy wiedzieli, że coś się dzieje," wspomina.

W styczniu 2020 roku, podczas zawodów w Kanadzie, Wojciech doznał ciężkiego zatrucia, podczas którego miał wysoką gorączkę i duszący kaszel. Po wspomnieniu o swoim pobycie w Wuhan lekarze natychmiast zaczęli działać, a on trafił do szpitala w policyjnym konwoju, co przypominało sceny z serialu „Doktor House”.

To właśnie tam Pszczolarski po raz pierwszy zorientował się w powadze sytuacji. Jego objawy były alarmujące, i choć na początku nikt nie wiedział, z czym mają do czynienia, to jego historia była jednym z pierwszych przypadków badania COVID-19 w Kanadzie. Od tamtej pory, nie tylko stracił zdrowie, ale także zdiagnozowano u niego astmę oskrzelową pocovidową.

Czwartego marca 2020 roku, w Zielonej Górze, oficjalnie zdiagnozowano pierwszego polskiego pacjenta SARS-CoV-2. Jednak Wojciech twierdzi, że mógł być 'pacjentem zero' w Polsce, ponieważ jego choroba miała miejsce na długo przed tym wydarzeniem.

Opisując swój pobyt w Wuhan, Pszczolarski powiedział: "W mieście panowała atmosfera śmierci. Wszyscy byli zamknięci w domach i nikt nie wychodził na ulicę. Nasza wioska olimpijska była tętniącym życiem miejscem, które nagle stało się opustoszałe. Policjanci kontrolowali każdy nasz krok, a wszyscy odczuwali napięcie."

Walcząc z objawami COVID-19, Wojciech czuł się osamotniony w szpitalu, gdzie zaledwie kilka pielęgniarek chodziło wokół niego w specjalnych kombinezonach ochronnych. Wszystko to sprawiło, że jego sytuacja zdrowotna uległa pogorszeniu, a lekarze potwierdzili, że testy wyszły pozytywnie, kwalifikując go do dość łagodnej formy COVID-19, co odcisnęło na nim znaczące piętno.

Podobnie jak wiele innych osób, Pszczolarski musiał stawić czoła nowej rzeczywistości po wyjściu ze szpitala. Teraz, zmagając się z objawami pokovidowymi, ma świadomość, że jego życie nigdy już nie będzie takie samo. "Czułem, że moje płuca nie pracują tak, jak powinny. Wyniki badań wydolnościowych mocno spadły, a ja wiem, że nigdy nie wrócę do formy sprzed choroby," mówi.

Dziś, mając silne przeświadczenie o tym, że COVID-19 był poważnym zagrożeniem, Wojciech Pszczolarski pyta: "Jak to możliwe, że teraz traktujemy to jak zwykłą grypę?" Jego historia jest przypomnieniem tego, jak nieprzewidywalne i niebezpieczne były początki pandemii, a także w jaki sposób wpłynęły na życie sportowców na całym świecie.

Czy jesteśmy gotowi na kolejne pandemie? Tego scenariusza nikt nie może przewidzieć.