Sport

Rewolucja w polskich skokach. Tak w górach mówią o Macieju Maciusiaku

2025-03-31

Autor: Michał

Na epizodzie się skończyło.

Małżeństwem są od 20 lat, parą – jeszcze siedem lat dłużej. – Poznaliśmy się w zakopiańskim liceum. Jeździło się wtedy na zawody, by dopingować naszych skoczków: Roberta Mateję, Wojtka Skupienia, no i oczywiście Maćka – wspomina Anna Maciusiak.

Czy zdawała sobie sprawę, że życie ze sportowcem, a następnie trenerem, oznacza wiele dni w roku bez męża w domu? – Widziały gały, co brały – śmieje się. – Ale zima, nie ukrywam, mi się dłuży. Latem też są zgrupowania i zawody, ale mimo wszystko jest trochę inaczej, udaje się nam wyjeżdżać na wspólne wakacje.

W ostatnich tygodniach dotychczasowy asystent Thomasa Thurnbichlera był szczególnie zapracowany. Po mistrzostwach świata w Trondheim wpadł do domu tylko na jeden dzień i ruszył na zawody Pucharu Świata do Lahti, a stamtąd do Planicy. Nie było nawet kiedy porozmawiać, skonsultować propozycji od Adama Małysza z żoną.

Maciej Maciusiak przyznał, że gdy otrzymał ofertę, to bił się z myślami, dwie noce miał nieprzespane. Ale pewnie nie mógł odmówić, w końcu z obecnym prezesem PZN wspólnie wiele przeszli. Małysz po raz pierwszy zaproponował mu pracę jeszcze w czasach, gdy sam skakał. To było kilka lat po zakończeniu kariery przez Maciusiaka.

Kariery niezbyt udanej. Wprawdzie jako skoczek ma na koncie tytuł drużynowego mistrza Polski, występował w Pucharze Kontynentalnym, był nawet powołany przez Apoloniusza Tajnera na zawody Pucharu Świata. Jednak na epizodzie się skończyło.

Maciej Maciusiak świetnie zajął się Dawidem Kubackim.

Skoków jednak nie porzucił. Rozpoczął studia na katowickiej AWF i wkrótce został asystentem Piotra Fijasa w kadrze młodzieżowej. Potem pracował na zmianę jako serwismen lub trener. Obj ął kadrę B, szkolił juniorów. W międzyczasie pracował u Małysza, który stworzył własny team pod wodzą Hannu Lepistötä.

Maciusiak zajmował się sprzętem, ale zarazem pełnił funkcję doradcy „Orła z Wisły” oraz Fina, który chętnie wysłuchiwał jego opinii. To od Lepistötä nauczył się, że trener musi mieć swoje zdanie, ale najpierw powinien poznać zdanie innych, w tym samych zawodników.

Skoczkowie szybko dostrzegli, że Maciusiak ich słucha i potrafi pomóc. Jako jeden z pierwszych doświadczył tego kilka lat temu Dawid Kubacki. Miał wtedy ogromne problemy z techniką na progu i został przesunięty do kadry B.

– Maciek świetnie się nim zajął – wspomina Edward Kubacki, ojciec skoczka z Nowego Targu. – Dawid popełniał błąd przy najazdzie i wybiciu się z progu. Szedł za wysoko, a potem spadał jak kamień. Po kilku miesiącach pracy i najazd się zmienił, i końcówka lotu stała się lepsza. Wcześniej Dawid dolatywał do pewnego momentu i ziemia go przyciągała, trzeba było szybko lądować. Po zmianach, które wprowadził Maciek, okazało się, że może jeszcze pociągnąć w końcówce lotu kilka metrów.

Podobne pochwały można usłyszeć od innych, którzy mieli do czynienia z Maciusiakiem: Stefana Huli, Macieja Kota czy Andrzeja Stękały. Ten ostatni w pewnym momencie był tak zdołowany, że chciał zakończyć karierę, ale trener wyperswadował mu, żeby się nie poddawał.

Maciusiak jest w pracy człowiekiem bardzo spokojnym. Pytamy żonę 43-letniego trenera, czy w gronie rodzinnym jest podobnie.

– O tak, w domu zawsze jest opanowany. Choć muszę przyznać, że ma twardszą rękę ode mnie. Chłopaki wiedzą, że jak ojciec coś ustali, to tak ma być i koniec, nawet nie próbują pertraktować. Prędzej przyjdą do mnie, bo wiedzą, że łatwiej ulegnę – śmieje się Anna Maciusiak.

Starszy z synów, który w czerwcu skończy 18 lat, jest uczniem SMS Szczyrk. Od kilku lat trenuje skoki, ale to był wyłącznie jego wybór, ojciec nie narzucał mu swojej woli. 13-letni Maciek wybrał piłkę nożną i gra w drużynie Wisły Czarny Dunajec.

– Obaj garną się do sportu, mają do tego smykałkę po ojcu. Tak jak on lubią piłkę nożną i są kibicami Realu Madryt, ale grają też w tenisa, siatkówkę, jeżdżą na rolkach. Wszystko, byle się tylko poruszać – opowiada pani Anna.

Maciusiak nigdy syna nie trenował, zostawił to innym szkoleniowcom i się nie wtrąca. Czasem tylko, zapytany przez Mateusza, coś podpowie, obejrzą razem filmik z treningu. W sezonie i tak rzadko był na to czas, a teraz będzie go jeszcze mniej. Nowy trener kadry tuż po nominacji ogłosił, że pierwsze zajęcia przed nowym sezonem odbędą się 14 kwietnia.

Opinie o Macieju Maciusiaku jako trenerze są bardzo pozytywne. – Sądząc, znając Maćka i jego podejście do pracy, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu – mówi Edward Kubacki. – On momentalnie znalazł wspólny język, czy to z Dawidem, czy z Maćkiem Kotem, wyciągnął chłopaków z dołka. Nie szło ruszyć, ani w jedną, ani w drugą stronę, a pod jego dyktando bardzo szybko nastąpiła zmiana. Zobaczymy, jak to teraz poukłada. Trzeba będzie ostro popracować, ale też uspokoić nerwy, wyluzować. Przecież zarówno Dawid, jak i reszta potrafią skakać. Już w Planicy było widać po uśmiechach Kamila Stocha i Piotrka Żyły, że chłopakom chce się dalej trenować. Jak jest fajna współpraca ze wszystkimi i dobra atmosfera, to wszystko się składa w jedną całość.

Dzięki wizji Maciusiaka polskie skoki mogą zyskać nową jakość i powrócić na szczyt. Jego umiejętności w pracy z zawodnikami oraz spokojne, ale zdecydowane podejście mogą zmienić oblicze naszej reprezentacji w nadchodzących sezonach.