Roman Wilhelmi: Tragiczna walka z rakiem. Ostatnie słowa lekarki przyniosły mu ostateczny cios!
2024-07-29
Autor: Michał
Roman Wilhelmi był człowiekiem o niezwykłej wytrwałości i sile charakteru, co pozwoliło mu stworzyć niezapomniane role,
wspomina Liliana Głąbczyńska-Komorowska.
Roman Wilhelmi, znany polski aktor, zmarł na raka wątroby. Walczył z chorobą do samego końca, nigdy nie tracąc nadziei na wyzdrowienie. Leczył go prof. Jerzy Woy-Wojciechowski, wybitny ortopeda i specjalista medycyny nuklearnej, którego zasługi w dziedzinie medycyny są nieocenione.
Podczas badań, rok przed śmiercią, Wilhelmi tryskał optymizmem i opowiadał profesorowi o swojej ostatniej roli – monodramie "Sammy". Niestety, walka z chorobą była dla aktora trudna również przez jego nałogi – alkohol i papierosy.
Profesor Woy-Wojciechowski wspomina: "Spotykaliśmy się towarzysko. Roman pił o wiele więcej niż ja. Palił również za dużo. Mówiłem mu: jeśli musisz palić, sięgaj po co drugiego papierosa. Ale on pił ostro i nigdy nie tracił przytomności."
Kilka miesięcy później stan zdrowia Wilhelmiego gwałtownie się pogorszył. Profesor zalecił dodatkowe badania, które niestety potwierdziły najgorsze obawy. Wilhelmi opowiedział profesorowi o swojej rozmowie z lekarką, która przybiła go na dobre. "Powiedziała: Jak się pan może dobrze czuć, skoro ma wszędzie przerzuty?" – relacjonował Wilhelmi.
Wilhelmi trafił do szpitala krótko przed śmiercią. W tym samym czasie leczony był tam również Marek Kondrat, który miał poważny wypadek samochodowy. Kondrat wspomina, jak Wilhelmi odwiedził go w szpitalu, mówiąc o tym, jak ważny jest oddech i obiecując, że wszystko zmieni, gdy wyjdzie ze szpitala. Niestety, Wilhelmi zmarł kilka dni później, pozostawiając po sobie niezatarty ślad w polskiej kulturze.
Ostatnią premierą teatralną Wilhelmiego był "Mały światek Sammy Lee" Kena Hughesa, wystawiony na poznańskiej Scenie na Piętrze w 1991 roku. Roman Wilhelmi zmarł 3 listopada 1991 roku w Warszawie w wieku 55 lat. Został pochowany na Cmentarzu Wilanowskim.
Niezwykłe wytrwałość i charakter Romana Wilhelmi wzbudzały podziw w środowisku artystycznym. Nawet w obliczu skrajnych trudności, nie tracił on entuzjazmu do pracy. Niestety, życie często bywa brutalne. Smutne słowa lekarki nie tylko zrujnowały jego ostatnie nadzieje, ale też stały się symbolicznym końcem jego walki z chorobą. Wspomnienia przyjaciół i współpracowników aktora pokazują, jak wyjątkowym człowiekiem był i jak wielką stratą była jego śmierć dla polskiej sceny artystycznej.