Świat

"Rosyjski zespół nagłej śmierci". Jak wysoko postawieni radzieccy urzędnicy popełniali samobójstwa w obliczu upadku ZSRR

2025-07-20

Autor: Anna

W sierpniu 1991 roku Związek Radziecki znajdował się w głębokim kryzysie. Powszechne niezadowolenie społeczne oraz trwające reformy demokratyczne zapoczątkowane przez Michaiła Gorbaczowa doprowadziły do krytycznych momentów w historii kraju. W grudniu tego samego roku, w wyniku porozumień białowieskich, formalnie zakończono istnienie ZSRR. W obliczu nieuchronnego upadku, grupa wysoko postawionych przywódców radzieckich, opozycyjnych wobec tych zmian, postanowiła próbować przejąć władzę, co skończyło się nieudanym zamachem stanu.

Jednym z kluczowych postaci tamtych dni był Borys Pugo, minister spraw wewnętrznych ZSRR. 22 sierpnia 1991 roku agenci KGB przybyli, aby aresztować Pugo. Niestety, znaleziono go martwego w swoim mieszkaniu, gdzie obok leżała jego żona, ranna, ale jeszcze przytomna. Później zmarła w szpitalu.

Zgodnie z ustaleniami śledczych, Pugo miał zastrzelić najpierw swoją żonę, a następnie siebie. Przy jego ciele znaleziono dwa listy pożegnalne. W jednym z nich pisał o swoim osamotnieniu i zawodzie, jakiego doświadczył od bliskich. Jego żona zostawiła wiadomość pełną miłości, lecz także rezygnacji.

Chociaż śmierć Pugo uznano za samobójstwo, pozostawiła wiele pytań. Zdarzyły się kolejne tragiczne przypadki. Dwa dni później, 24 sierpnia, zmarł 68-letni marszałek Siergiej Achromiejew, którego ciało znaleziono w jego gabinecie w Kremlu. W jego przypadku ogromne wątpliwości budzi sposób, w jaki zakończył swoje życie.

Śmierć kolejnych urzędników tylko pogłębiła zamieszanie. 26 sierpnia 1991 roku, 63-letni Nikołaj Kruczina skoczył z piątego piętra, zostawiając pożegnalny list, w którym wskazywał na swój strach przed zarzutami o zdradę. Mimo że w chwili śmierci wydawał się pełen rozpaczy, jego notatki świadczyły o wewnętrznych rozterkach.

Następne tragiczne wydarzenia miały miejsce w październiku, kiedy w ciągu kilku tygodni życie odebrał sobie kolejny były urzędnik, Gieorgij Pawłow, oraz Dmitrij Lisowlik, były kierownik wydziału amerykańskiego w Komitecie Centralnym KPZR.

Te popełnione samobójstwa, choć początkowo scalały się w kontekście neograniczonego kryzysu politycznego, z czasem stały się niezrozumiałą falą tragicznych zjawisk w kręgach partyjnych. Wielu z tych, którzy przetrwali, zastanawiało się, czy w obliczu rozpadającego się imperium, nie było to coś więcej niż tylko tragiczny końcowy akord upadającego reżimu.