Sam Rivers nie żyje. Ikona basu Limp Bizkit zmarła po walce z chorobą wątroby
2025-10-19
Autor: Katarzyna
Tragiczną wiadomość o śmierci legendy nu metalu
Świat muzyki wstrzymał oddech po ogłoszeniu tragicznej wiadomości o śmierci Sama Riversa, basisty zespołu Limp Bizkit. Zespół opublikował wzruszające oświadczenie, które poruszyło serca fanów: "Dziś straciliśmy naszego brata i współtowarzysza. Sam Rivers to nie tylko basista, to magia płynąca z każdej piosenki – był pulsującym sercem naszego brzmienia."
Fani i artyści w hołdzie dla Riversa
W obliczu tej tragedii, w ciągu zaledwie kilku godzin fani oraz artyści z całego świata zaczęli dzielić się swoimi wspomnieniami o Riversie, nazywając go jednym z najbardziej wpływowych basistów swojego pokolenia. Jego twórczość wpływała na miliony, a zestawienie chaotycznych dźwięków metalu z hip-hopem uczyniło Limp Bizkit jednym z najważniejszych zespołów lat 90.
Walka z chorobą wątroby
Rivers, pomimo swojej sławy, zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi. W 2015 roku ogłosił przerwę w karierze z powodu dolegliwości kręgosłupa, jednak prawdziwym powodem jego wycofania była choroba wątroby spowodowana alkoholem. "Zdiagnozowano u mnie chorobę wątroby, ale niewiele na ten temat wiedziałem," wspominał w swojej książce "Raising Hell: Backstage Tales From the Lives of Metal Legends".
Nowa wątroba jako drugi życiowy strzał
Po latach walki i ostrzeżeniach lekarzy z UCLA Hospital, którzy grozili mu śmiercią, Rivers w 2017 roku przeszedł przeszczep wątroby, który odmienił jego życie. "Czuję się wspaniale, nowa wątroba to był strzał w dziesiątkę!" - deklarował, wracając na scenę. Jego historia była inspiracją dla wielu muzyków zmagających się z podobnymi problemami.
Przykład niezwykłej wytrwałości
Po przeszczepie Rivers rozpoczął intensywną terapię i zmianę stylu życia, co pozwoliło mu na powrót do muzyki. W 2018 roku na nowo związał się z Limp Bizkit, a jego powroty były symbolicznym udowodnieniem, że można pokonać najtrudniejsze przeciwności.
Dziedzictwo Sama Riversa
Jego śmierć to nie tylko strata dla zespołu, ale również dla całego świata rocka. Jego unikalny, pulsujący bas był fundamentem brzmienia nu metalu. "Sam był legendą wśród legend. Spoczywaj w pokoju, bracie – twoja muzyka nigdy nie umarła" – napisali członkowie zespołu.
Nie zobaczymy go więcej na scenie
Sam Rivers miał wystąpić w 2026 roku na Impact Festival w Krakowie. Choć nie ujrzymy go już więcej w blasku reflektorów, jego dźwięki pozostaną żywe w pamięci licznych fanów oraz w utworach, które współtworzył przez ponad trzy dekady.