Nauka

Sekrety Rosyjskiego Domu w Berlinie: Co kryje się za tajemniczymi drzwiami?

2025-06-21

Autor: Ewa

W samym sercu Berlina stoi ogromny, klockowaty budynek, jakby zapomniany przez czas. Mimo że przyciąga spojrzenia przechodniów, niewielu wie, że to Rosyjski Dom Nauki i Kultury, zarządzany przez Moskwę. Ta instytucja, sprowadzająca tchnienie Rosji do Niemiec, funkcjonuje mimo unijnych sankcji, co budzi zaintrygowanie i kontrowersje.

Postanowiłem odkryć, co kryje się w tym enigmatycznym miejscu. Po przejściu przez rygorystyczną kontrolę, przypominającą lotniskowe procedury, stanąłem u progu znanego z niepokojących historii o porwaniach przez rosyjskie służby. I choć byłem na Zachodzie, nie mogłem się uwolnić od myśli: "czy stąd wyjdę?".

Rosyjska 'soft power' w akcji

Zaskoczyło mnie, jak chłodne i puste były wnętrza Domu Rosyjskiego. W ogromnych marmurowych salach kręciła się zaledwie garstka osób. Zamiast żywych debat i wydarzeń kulturalnych, natknąłem się jedynie na pojedyncze dzieci bawiące się na hulajnogach. Prawdopodobnie trafiłem na dzień, gdy nie odbywały się żadne większe wystawy.

Można jednak znaleźć tu rosyjską porcelanę czy nawet nadać paczkę do Rosji, dzięki funkcjonującemu wewnątrz oddziałowi poczty rosyjskiej. Dom Rosyjski organizuje także liczne koncerty, w tym z najbardziej renomowanymi filharmoniami Berlina.

Nawet krótka wizyta w tym obiekcie ujawnia, jak przemyślana jest rosyjska propaganda. Choć brak tu chwalebnych wystaw na cześć Władimira Putina, zamiast tego można zobaczyć wystawę poświęconą Alexandrowi Schmorelli, Niemcowi rosyjskiego pochodzenia, który w czasie II wojny światowej tworzył ruch oporu przeciwko nazistom. Takie podejście umiejętnie wpisuje się w narracje, które są akceptowalne w niemieckim kontekście.

Nieoczekiwany polski akcent w księgarni

Po kilkunastu minutach spędzonych w głównym budynku odkryłem, że w Domu Rosyjskim znajduje się również rosyjskojęzyczna księgarnia, do której wejście nie wymaga kontroli. Miałem nadzieję znaleźć tam biografie Putina czy Stalina, ale opuszczałem miejsce z pustymi dłońmi. Zamiast tego natrafiłem na książki o II wojnie światowej, albumy o Moskwie i nawet model samolotów, ale bez propagandowych treści.

Co zaskakujące, wśród rożnych tytułów znalazłem polską noblistkę Olgę Tokarczuk w rosyjskim wydaniu, a na okładce fragment recenzji z nielubianego przez Rosję "Wall Street Journal".

Głos Berlina: Co mówią mieszkańcy?

Od lat pojawiają się głosy, że Rosyjski Dom powinien zostać zamknięty, lecz instytucja wciąż istnieje. W rozmowach z mieszkańcami Berlina, niektórzy wyrażali oburzenie, nazywając sytuację skandalem, inni zaś podkreślali, że w mieście żyje duża rosyjska społeczność, która zasługuje na swoje miejsce.

Dla wielu to nie tylko kwestia kultury, ale również otwartości i dialogu między narodami. To co stoi na ostatecznej granicy między sztuką a polityką, często bywa trudne do zrozumienia.