Szokujące pytanie Antoniego Macierewicza o zbombardowanie Pałacu Kultury. Generała zamurowało!
2024-07-28
Autor: Andrzej
Generał po prostu zamarł
Wśród wielu kontrowersyjnych zachowań Macierewicza, jedno szczególnie zaskoczyło otoczenie. Podczas wizyty w Szkole Orląt w Dęblinie, generał Jan Rajchel usłyszał od ministra pytanie, które wprawiło go w osłupienie. "Co by pan generał powiedział na to, jakbyśmy tymi pańskimi iskrami zbombardowali Pałac Kultury i Nauki?" – takie słowa miał usłyszeć Rajchel z ust Macierewicza. Ta wypowiedź była na tyle nieoczekiwana i absurdalna, że generał odpowiedział wymijająco, podkreślając, że to głupi pomysł. Nie minęło dużo czasu, a Rajchel został odsunięty ze stanowiska.
Niezwykłe metody weryfikacji
Na początku kadencji Antoniego Macierewicza, w MON utworzono specjalną grupę odpowiedzialną za przeglądanie personalnych teczek od podpułkownika wzwyż. Studenci z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego i KUL-u, pod okiem Bartłomieja Misiewicza, sprawdzali przynależność do PZPR oraz aktywność podczas stanu wojennego. Misiewicz otwarcie zarządzał zespołem i wymagał pełnej dyscypliny, co powodowało „czystki” wśród doświadczonych oficerów.
Bezkompromisowe zarządzanie
W środowisku MON szybko rozeszło się powiedzenie "Mogą Odwołać Nocą (MON)" – symbolika bezwzględności Macierewicza. Przyjazdy ministra z Torunia na odprawy o późnych godzinach nocnych były na porządku dziennym. Macierewicz, znany z bliskich relacji z księdzem Tadeuszem Rydzykiem, zarządzał spotkania o godz. 21:50, nie uznając wymówek od kadry wojskowej.
Władza absolutna i nietypowe pasje
Macierewicz był miłośnikiem sportu, szczególnie pływania. Wpadał na basen Żandarmerii Wojskowej nawet w środku nocy, zmuszając personel do gotowości. Jeden z komendantów stracił stanowisko, gdyż nie był obecny przy pierwszej nocnej wizycie Macierewicza.
System kontroli i inwigilacji
Rządy w MON pod kierownictwem Macierewicza były okresem długofalowej inwigilacji i kontroli. Żandarmeria Wojskowa stała się państwem w państwie. Monitorowano, podsłuchiwano i niszczono niewygodne osoby, co miało miejsce również podczas tłumienia protestów, takich jak Czarne Marsze. Żołnierze byli wysyłani do cywila, aby nikt nie zorientował się, że to wojsko rozpędza demonstracje.
Awanse i degradacje na śniadanie
Kulminacją absurdów były metody zwalniania i awansowania w MON. Wiceminister Bartosz Kownacki miał w zwyczaju wręczać decyzje o zwolnieniu, jedząc spaghetti w biurze, nie zaszczycając kończących kariery oficerów nawet spojrzeniem.
Solidarność kadry wojskowej
Pomimo tych trudności, wielu oficerów starało się trwać w służbie. Przykład ten ukazuje historia dowódcy jednostki, który po spotkaniu z Macierewiczem przy przyjmowaniu emigrantów z Ukrainy był trzykrotnie chwalony i trzykrotnie zwalniany. Ostatecznie, dzięki interwencji lekarza cywilnego, zachował swoją funkcję.
Koniec ery absurdu?
Rządy Macierewicza w MON to czas niezrozumiałych decyzji i pokaz siły. Choć z czasem niektóre zmiany personalne można odbierać jako pozytywne, to jednak era ta pozostawiła swoje piętno. Czy nowa rzeczywistość przyniesie stabilizację i powrót do normalności? Zobaczymy.