Tylko on był w stanie zabrać głos nad trumnami. Mówił o ostatnich słowach Patrycji i Łukasza
2024-08-06
Autor: Katarzyna
W jeden dzień świętowali swoją szóstą rocznicę ślubu, a kilka godzin później zniknęli w zimnej toni mazurskiego jeziora. Następnego dnia ich bezwładne ciała wydobyto z głębokości 11 metrów. Zostali odnalezieni razem, tak jak przysięgali sobie przed ołtarzem, przed którym teraz stanęły ich trumny.
Pogrzeb Patrycji i Łukasza zgromadził tłumy poruszonych ludzi. Na ich grobie znalazło się morze kwiatów, a szczególnie wyróżniał się wieniec z czerwonych róż od ich czteroletniej córeczki, której miłość była dla nich najważniejsza. Para spoczęła we wspólnej mogile, dotrzymując przysięgi małżeńskiej do końca życia.
Ceremonia pogrzebowa była niezwykle trudna dla najbliższych Patrycji i Łukasza. Ciężko im uwierzyć, że już nigdy nie zobaczą swoich ukochanych, nie usłyszą ich głosów, nie mogą ich przytulić. Szczególnie bolesne jest to dla ich małej córeczki, która została bez rodziców. Tragedia odbiera im głos...
To właśnie dlatego Patrycja i Łukasz wybrali się na Mazury. W godzinie śmierci pozostali nierozłączni. Znów stanęli przed tym samym ołtarzem, ale tym razem to było ostatnie pożegnanie.
Symboliczne słowa szwagra
Podczas pochówku głos zabrał szwagier Patrycji. Jego słowa przenikały serca zebranych.
„Patrycja i Łukasz byliby szczęśliwi, gdyby widzieli was teraz. Oni byli fundamentem naszej rodziny” – mówił nad trumnami pary.
Szwagier wspominał, że Patrycja była „wytrwała w celach i marzeniach” oraz że „w każdym człowieku potrafiła dostrzec dobro”. Łukasz był człowiekiem, który „rzeczy niemożliwe załatwiał od ręki i czerpał radość z pomagania innym ludziom”.
Jednak najważniejsze były słowa mówiące o ich wzajemnej miłości i poświęceniu: „Jedno za drugim skoczyłoby w ogień, a w tym przypadku była to jednak woda”.
Tragedia na Jeziorze Mikołajskim
Zimna toń mazurskiego jeziora stała się ich grobem. Patrycja i Łukasz rzucili się na ratunek swojej córce, która wypadła z łódki. Dziewczynka przeżyła, była w kapoku. Ta tragedia wydarzyła się 30 lipca na Jeziorze Mikołajskim.
Mrągowska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym podczas ruchu wodnego. Na łódce, z której się wywrócili, widoczny był obdarty kawałek drewna - ślad po dramatycznej walce o życie.
Co stało się naprawdę?
Rodzina z podwarszawskiej miejscowości spędzała wakacje, kiedy doszedł do tragedii. Byli widziani przez innych turystów, gdy ich łódka zaczęła tonąć, ale nikt nie zdążył zareagować na czas.
Śledczy obecnie analizują, czy doszło do nieszczęśliwego wypadku czy możliwie do jakiegoś zaniedbania. Wszystko w celu wyjaśnienia, jak doszło do tej niewyobrażalnej tragedii na Jeziorze Mikołajskim.
(Źródło: Fakt.pl, wp.pl)