Świat

Ukraiński żołnierz z Sudży: "Miejscowi przestali się nas bać"

2024-09-12

Autor: Anna

W Sudży, małym miasteczku w północno-wschodniej Ukrainie, sytuacja jest dramatyczna, ale różnie postrzegana przez miejscowych. Mówi się, że zostało tam około 200-300 cywilów, głównie starszych ludzi. W obliczu wojny wiele osób opuściło swoje domy, jednak ci, którzy zostali, często zajmują się grabieżami. Żołnierz Sił Zbrojnych Ukrainy, który przebywa w Sudży od około dwóch tygodni, komentuje: "Powtarzamy im, że nie mogą tego robić, ale nie możemy ich powstrzymać".

Większość miejscowych żyje w skrajnej biedzie. W mieście brakuje elektryczności, a mieszkańcy polegają na studniach do zdobywania wody. W centrum funkcjonuje punkt dystrybucji żywności, gdzie dostarczane są konserwy oraz pieluchy w ramach pomocy humanitarnej. Warto zaznaczyć, że mieszkańcy nie zawsze potrafią rozróżnić między realnymi potrzebami a grabieżą. Podczas, gdy jedni mówią, że potrzebują jedzenia i lekarstw, inni zabierają to, co tylko mogą.

Żołnierz opowiada również o ich interakcjach z cywilami. Miejscowi nie wykazują strachu przed ukraińskim wojskiem. "Do mnie podeszła kobieta, która wyrażała się, że Sudża to rosyjskie miasto", relacjonuje żołnierz. Po wielu trudnych dniach w tym regionie ludzie zaczynają dostrzegać różnice między ukraińskim wojskiem a rosyjską armią.

Ciekawe jest też to, jak mieszkańcy posługują się językiem. Żołnierz zauważa, że miejscowi używają ukraińskiego surżyka, co jest mieszanką ukraińskiego i rosyjskiego. Warto przypomnieć, że przed 2014 rokiem mieli bliżej do ukraińskich Sum niż do Rosji.

W mieście panuje również pewnego rodzaju solidarność w obliczu trudności. Widuje się, jak ludzie dzwonią po ukraińskich lekarzy wojskowych w razie potrzeby, co może świadczyć o tym, że wsparcie wciąż płynie z Ukrainy. Żołnierz twierdzi, że wielu miejscowych przychodzi z prośbą o pomoc medyczną, z czego ukraińscy żołnierze starają się niezwłocznie reagować.

Pomimo zniszczeń, miasto nie wygląda na mocno zrujnowane. Centrum Sudży jest w miarę nienaruszone; zaledwie 15% budynków wymaga pilnego remontu. Spalonych samochodów można się już doszukiwać na głównych ulicach, co jest cierpkim przypomnieniem o wojennej rzeczywistości. W tej samej chwili, jednak, ludzie przyzwyczajają się do obecności ukraińskich żołnierzy i ich obecność staje się dla nich czymś normalnym. Mimo trudnych warunków, zarówno ludzie, jak i żołnierze zdają się szukać przerwy w stresującej rzeczywistości.