Wirus RSV krąży: Dlaczego dzieci po przeszczepach nie mają dostępu do ratującego życia leku?
2024-10-20
Autor: Andrzej
Obecnie na oddziale intensywnej terapii przebywa wiele dzieci, które czekają na przeszczep lub już go otrzymały. W obliczu zagrożenia wirusem RSV, niektóre z nich, jak półtoraroczny Mikołaj, powinny otrzymać lek chroniący je przed zakażeniem, ale kosztuje on kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że lekarze powinni występować o refundację, ale to nie wystarcza.
Mikołaj, osłabiony przez ciężką chorobę oraz uzależniony od sztucznej komory serca, przebywa w szpitalnej izolatce, z której nie może wyjść, aby uniknąć zakażenia. Jednakże, choć lek paliwizumab jest refundowany dla niektórych dzieci, to Mikołaj nie spełnia kryteriów.
Profesor Bożena Werner, ekspert w dziedzinie kardiologii dziecięcej, podkreśla, że Mikołaj powinien być objęty ochroną immunologiczną. Inne dzieci, takie jak półtoraroczna Cecylka po przeszczepie serca, również nie mają gwarancji dostępu do leku. Jej rodzice byli zmuszeni do organizowania zbiórki internetowej, aby pokryć koszty wyznaczonych dawek.
- Miesięczny koszt terapii wynosi około pięciu tysięcy złotych. W zależności od ryzyka zakażeń, potrzeba od pięciu do siedmiu dawek, co na sezon może przekroczyć 30 tysięcy złotych - mówi Marcin Suchocki, ojciec Cecylii.
Ministerstwo Zdrowia przypomina, że to lekarze muszą wystąpić o refundację leku. Procedury biurokratyczne mogą zająć długie miesiące, co zwiększa stres i niepewność dla rodzin dzieci z poważnymi schorzeniami. W obliczu narastającego sezonu zakażeń, dzieci takie jak Mikołaj i Cecylka nie mogą czekać.
Eksperci podkreślają pilną potrzebę reform w systemie zdrowotnym, aby zapewnić dostęp do ratujących życie leków dla wszystkich potrzebujących. Jak wskazuje profesor Werner: - Uodpornienie się jest kluczowe, zwłaszcza że dzieci po przeszczepach mają osłabione układy odpornościowe.
Ta bulwersująca sytuacja staje się kolejnym dowodem na niedobory polskiego systemu ochrony zdrowia. Gdy wirus RSV krąży, możemy tylko mieć nadzieję, że rozwiązania pojawią się w rychłym czasie, aby uratować życie najmłodszych.