Kraj

Wstrząsające wyznanie rodziców narkomanki. "Marzymy o więzieniu dla swojej córki"

2025-01-31

Autor: Agnieszka

Paweł i Agnieszka, rodzice 28-letniej córki uzależnionej od narkotyków, podzielili się swoją dramatyczną historią. Od lat żyją w niepewności i bólu, śledząc jej upadek. Choć ich syn gdy miał problem, dostał pomoc, ich córka wybrała inną, niebezpieczną drogę.

Od momentu, gdy zauważyli pierwsze symptomy uzależnienia, nie tracili czasu. Zmienili szkołę, miejsce zamieszkania, szukali pomocy u psychologów, ale cierpienie ich córki narastało. Odkryli, że nawet w momencie, gdy starali się jej pomóc, ona sama nie akceptowała problemu. Coraz bardziej zanurzała się w narkotyki, zaczynając od marihuany, a potem przechodząc do silniejszych substancji jak mefedron i syntetyczne dopalacze.

W rozmowie z terapeutami dowiedzieli się, że ich córka, zamiast walczyć, wciąż wybierała życie w patologii, które fascynowało ją bardziej niż radosne otoczenie rodzinne. Lekarze ostrzegali, że dla takich osób szanse na powrót do normalności maleją, gdyż uzależnienie staje się ich sposobem na życie, co potwierdzili terapeutę również.

Niestety, system prawny, który miał chronić ich córkę przed samodestrukcją, zawiódł. Paweł i Agnieszka wskazali na dramatyczne luk w prawie - możliwości przymusowego leczenia dla nieletnich są ograniczone, a uzależnieni muszą sami wyrazić wolę poddania się terapii. W ich przypadku córka wielokrotnie zapewniała, że ma kontrolę nad swoim życiem, nawet wtedy, gdy pojawiała się w miejscach, które były dalekie od bezpieczeństwa, i gdzie rozstrzygały się tragedie uzależnienia.

Rodzice czuli się bezsilni, a ich zdesperowane próby wygnania córki na leczenie kończyły się fiaskiem. Gdyby miała 18 lat, przestałoby im przysługiwać prawo do decydowania o jej leczeniu. Powiedzieli: "Marzymy o więzieniu dla naszej córki". Ostatecznie, kiedy ona trafiła do więzienia, to była dla nich nadzieja. Były to pierwsze chwile, gdy mogli rozmawiać z nią normalnie. Raptem stwierdzili, że ona potrafi się kontrolować oraz nie doświadcza objawów choroby psychicznej.

Gdy wyszła na wolność, mieli nadzieję na nowy początek. Zainwestowali w ośrodek terapeutyczny, jednak plan szybko legł w gruzach. Córka wyszła z niej już następnego dnia. Agnieszka przyznała się, że tak jak wiara w powrót do normalnego życia, tak każda nadzieja była przez nią wypierana.

"W Polsce, wciąż niewłaściwie traktujemy uzależnionych. To rodzina ponosi ciężar ich uzależnienia. Dlaczego nie możemy zmusić do leczenia tych, którzy mieli pecha lub zostali poddani złym wpływom?" - podsumowali rodzice.

Dziś ich córka mieszka w ośrodku pomocy społecznej, ale jej życie wciąż jest trzęsieniem ziemi z dnia na dzień. Rodzice walczą z administracją, aby nie stać się jej finansowym ciężarem. Choć nikt nie złożył urzędowego wniosku do opieki społecznej w celu zredukowania kosztów, cały czas muszą płacić 5000 zł miesięcznie, ponieważ obowiązuje ich odpowiedzialność jako rodziców.

Rodzina nie miała na to środków, a obserwacja w ich domach była dla nich piekłem. Jak wiele innych rodzin, które stają przed podobnymi wyborami, czują się okrutnie zwiedzione przez system. A to wszystko prowadzi ich do jednego pytania: co można zrobić, aby pomóc tym, którzy są uzależnieni, zanim będzie za późno?